JEST PROBLEM(cz.2)

Siedziałam na hotelowym łóżku, popijałam kawę i zastanawiałam się,
jaką wybrać trasę. Była siódma rano, więc nie spodziewałam się
żadnych telefonów. Przeglądałam też mapkę z atrakcjami
regionu, gdy zadzwoniła koleżanka, której męża widziałam
z panienką.
Zapytała, czy na wycieczce zauważyłam coś dziwnego,
coś zaskakującego, czy wręcz nie do uwierzenia.
Wiedziałam już, że jej mąż naściemniał.
Byłam ciekawa jego wersji.
Odpowiedziałam, że skoro wie, o co chodzi, niech mówi,
co powiedział jej mężulek.
Zaśmiała się.
– Wiesz, mój X widział Cię w restauracji. Powiedział, że
spojrzałaś na niego, jakbyś zobaczyła ducha. Dopiero potem
skojarzył, że mogłaś zobaczyć, jak razem z nim weszła
jakaś baba, rozczochraniec, przepuścił ją w drzwiach,
a potem usiadła koło niego, bo nie było wolnych stolików.(Coś tu nie pasuje)
Powiedział, że mogłaś coś przekręcić, pomylić się w ocenie
i naopowiadać mi głupot.
– Naprawdę? – Zapytałam z przekąsem-Twój mąż ma słabą
wyobraźnię. Myślałam, że stać go na więcej.
– Baasiaaa! Co masz na myśli?
– Wiedziałam, że X coś ściemni, ale nie musiał robić ze mnie
wariatki, ani wplątywać w tę sytuację. Co mogłam
pomylić? Wszedł do lokalu, trzymając rękę na ramieniu kobiety,
ona swoją na jego tyłku, byli do siebie przyklejeni. Potem
usiedli przy stoliku, ona trzymała ręce na jego udach,
a on podgryzał jej ucho. Faktycznie, widziałam więcej, niż
powiedział i raczej zwidów nie mam. Nie chciałam nic mówić, bo
nie lubię wtrącać się w cudze sprawy, ale on powinien pominąć mnie
w swoim opowiadaniu.
Nastąpiła chwila ciszy.

Nie wiedziałam, czy koleżanka jeszcze
słucha, czy już się wyłączyła. Nagle, jak nie wrzaśnie..
– Ten h… niemyty, ja mu dam wyjazdy i baby!!! Zaraz dzwonię
do teściowej, niech przyjeżdża i zabiera synalka do siebie!
Kolejna chwila milczenia i kolejny wybuch..
– Albo nie, jutro wyjeżdżam, znajdę sobie gacha , odwdzięczę
się pięknym za nadobne! Ja dam hu…i dwudniowe delegacje. Jeszcze
się zdziwi!!! H…j jeden!
Znowu cisza i spokojniejszy głos koleżanki.
– Co zrobiłabyś na moim miejscu?
– Nie jestem na Twoim miejscu, dla mnie, w takich wypadkach było
tylko jedno wyjście-rozwód. Wszystko mogłabym wybaczyć, poza
zdradą i rękoczynami. Człowiek, który kocha, nie zdradza, nie myśli
nawet o zdradzie, a jeżeli nie kocha, niech idzie do tej, z którą
mnie zdradza. Nie potrafiłabym żyć z takim człowiekiem.
Tak mam i nic na to nie poradzę.
– Baaaasia-usłyszałam cichy głos w słuchawce-a co z psami,
co z kotem, co z mieszkaniami i domem?
Nagle znowu wybuch…
– Ku…a!!! Co mam z tym h…m zrobić?!!! Poradzisz coś?
– Co mogę poradzić? Weź urlop, wyjedź na kilka dni,
zastanów się, potem działaj. Uspokoisz się, z innej strony spojrzysz
na sytuację, jakoś sobie poradzisz.
– Wiesz co, pomyślałam kiedyś, że może mnie zdradza, jak jest daleko,
bo pokusy są wszędzie. Myślałam, że będę rozpaczała, a jestem tylko zła.
A jak mnie czymś zarazi? A jak powynosi drogie rzeczy z domu do tej k…?
Wiesz, co taki może wymyślić?
Bez pożegnania wyłączyła telefon.
Pomyślałam, że musi się wypłakać.
Po godzinie zadzwoniła i wtedy zaskoczyła mnie najbardziej.

Poprosiła mnie, żebym ( w razie czego ) powiedziała jej mężowi, że wymyśla jakieś bajki, bo w tym dniu nie byłam w górach, więc nie mogłam go widzieć.

Postanowiła, że będzie się z kimś spotykała, gdy on będzie ze swoją
cizią, a w dni wolne, gdy siedzą w domu, będzie ją bolała głowa,
albo coś wypije i zaśnie.
(Iść z kimś do łóżka dla zemsty, to dla mnie głupota, może nawet
jakaś forma poniżenia, ale doszłam do wniosku, że to ich sprawa.
Jeżeli jej mąż o coś mnie zapyta, nic nie wiem, nie znam się, niech się odczepi.)

Po powrocie widziałam pana X w sklepie, udawał, że mnie nie widzi.
Następnego dnia, gdy wracałam rowerem z lasu, stał przy wyjeździe.
W podzękowanu za milczene, przyniósł koniak i czekoladki.
Powiedziałam, że wie, gdzie może je sobie włożyć i odjechałam, ale
zdążył jeszcze wrzucić podarunki do koszyka z tyłu roweru i uciekł.
.
Ludzie potrafią zadziwiać.
*****************************

Teraz

Koleżanka z mężem żyją jak dwa gołąbki. Odwiedziła jego szefa, poprosiła, żeby nie dawał zdrajcy delegacji dwudniowych. On podobno nie mógł się o to doprosić, ona załatwiła sprawę bardzo szybko.

Gdy mąż zapytał, jak to zrobiła, odpowiedziała, że ma swoje sposoby.

Mężulek wraca na noc do domu.

Co prawda, miewa głuche telefony z nieznanego numeru, ale udaje, że to reklamy i nie odbiera 😉

Ona też udaje, że nie wie, o co chodzi.

– Wiesz co Basiu-powiedziała mi kiedyś cicho, gdy jej mąż wyszedł do kuchni-najlepiej udawać, że się nic nie wie, nie rozumie, udawać głupią i robić swoje. Będzie okazja, nie będę sobie żałowała. Na razie jest dobrze, jak jest. Dałam mu drugą szansę, ale kupiłam dwie duże walizki, żeby wiedział, co go czeka, gdy następnym razem odstawi jakiś numer.

******************************

Mogę się założyć, że następnym razem też mu wybaczy, bo przy takim majątku nie jest łatwo się rozwieść. Podział mógłby być dotkliwy w skutkach. Problemem są też same rozprawy sądowe, które trwają latami, tym bardziej, gdy ludzie nie potrafią podzielić się majątkiem, psami, kotami itp.

JEST PROBLEM

Wyjechałam w góry, żeby się odprężyć, pooddychać
górskim powietrzem, poprawić sobie humor.
Po kilkugodzinnej wędrówce wstąpiłam do restauracji.
Gdy czekałam na zamówiony posiłek, do lokalu wszedł mąż
koleżanki.
Nie był sam.
Przyklejony był bardzo szczelnie do młodszej
o jakieś 20 może 25 lat kobiety.
Nie mogę nic powiedzieć o jej urodzie, bo twarz
błyszczała od fluidu, ale poza przesadzoną tapetą
wyglądała całkiem nieźle.

Zresztą, jej wygląd w tym wypadku nie ma znaczenia.

Facet zauważył mnie, dopiero gdy obsługa
kładła posiłek na mój stolik.
Był wyraźnie zaskoczony.
Może wystraszony?
Szepnął coś do ucha kobiecie, podszedł do mnie,
usiadł obok i…
Poprosił, żebym udawała, że nie widziałam go
w tamtym miejscu, z tą osobą.

Koleżanka mówiła ostatnio, że od miesiąca jej mąż
dostaje dłuższe trasy, więc częściej nie wraca na noc.
Potem marudzi i ciągle narzeka na zmęczenie.
(Hmm, kobiety w takich wypadkach mówią, że boli je głowa)

Wciąż o tym myślę.
Powiedzieć, czy nie powiedzieć?
Jeżeli powiem, będzie źle, nie wiadomo, jak koleżanka
zareaguje i jak to się skończy.
Jeżeli nie powiem, a sprawa z czasem się wyda, koleżanka
będzie miała żal, że wiedziałam, a nie powiedziałam.
Brak lojalności?
Niechęć do mieszania się w cudze życie?
Nie wiem….Jest problemik…
Mogę powiedzieć, że to nie moja sprawa,
bo to nie moja sprawa…ale…
przypuszczam, że jakieś wyrzuty sumienia będę miała.
Zapewne, miałabym je też, gdybym powiedziała o zdarzeniu.
Człowiek chciałby zrobić coś dobrego, a nie wiadomo, co
w tym wypadku będzie dobre.

DOBROĆ TEŻ MA SWOJE ZDROWE GRANICE

Halina jest bardzo dobrym człowiekiem, takim z sercem na dłoni.
Kiedyś, w Wigilię przyprowadziła do domu starszego, brudnego
zziębniętego gościa. Pozwoliła mu się wykąpać, dała ubranie męża,
którego ten nie używał od kilku lat, zaprosiła na wigilijną wieczerzę
oraz zaproponowała nocleg do drugiego dnia stycznia.
Jej mąż był oburzony, krzyczał, że to wstyd przed rodziną i strach,
że gość kogoś okradnie. Okazało się, że starszy pan był
bardzo inteligentnym i oczytanym człowiekiem.

Gdy opuściła go żona,
nie potrafił żyć bez niej. Po nieudanej próbie samobójczej doszedł
do wniosku, że Niebo chciało, żeby żył, tylko nie wiedział po co.
Rodzina Haliny była starszym panem zachwycona. Skończyło się na tym, że
po świętach teść zabrał bezdomnego do siebie na budowę,
zaproponował stróżówkę i godziwe wynagrodzenie w zamian za pilnowanie.

Mąż wypominał jej to zdarzenie przez kilka lat.

Pewnego roku, w styczniu na dworcu, młoda dziewczyna poprosiła Roberta-
męża Haliny
o pieniądze na bilet do ciotki. Pora była późna, pociągów nie było
widać, więc para miała okazję, żeby dłużej porozmawiać. Przynajmniej
tak twierdził Robert. Dziewczyna płakała, mówiła, że uciekła z domu,
bo ojciec przyprowadził pijanego kolegę, a ten chciał ją zgwałcić.
Na policję nie poszła, bo nie chciała robić problemów rodzinie.
Utrzymywała, że ciotka ją przygarnie.
Dzwonili do ciotki, ale nikt się nie zgłaszał. Facet zaproponował,
że może zanocować u niego, bo żona w sanatorium, a poszkodowanym,
bezradnym trzeba pomagać.
W nocy przyszła do jego sypialni, żeby podziękować mu za pomoc.
Podobno wysłał dziewczynę do pokoju gościnnego, a sam zasnął.
Nie wiedział, kiedy weszła do jego łóżka.
– Nic się nie wydarzyło-powiedział, gdy wróciła żona, bo sąsiadka z domu obok
powiadomiła ją o tym, że facet przyprowadził sobie na noc nastolatkę.
Późnej okazało się, że gdy pojechał rano po bułeczki na śniadanie,
dziewczyna zniknęła wraz z 4 tysiącami złotych i pierścionkami Haliny.

Halinie nigdy śniadania nie robił, po bułeczki nie jeździł.

Sprawę zgłosili na policji. Po kilku dniach dowiedzieli się,
że dziewczyna podobny numer odstawiła
4 razy w ciągu dwóch lat. Była prostytutką, nie działała sama.
Gdy ona zabawiała się z naiwnym gościem, jej wspólnicy okradali
mieszkanie, potem szybko znikała.
Oczywiście w nocy nic się nie stało, ale facet był zarażony
rzeżączką.

Na szczęście Halina obraziła się na niego, dzięki temu, nie spotkał
jej podobny los.
Robert utrzymywał, że Halina postąpiłaby podobnie, nie zostawiłaby małolaty
samej na dworcu, w nocy.
Hmmm..zabrałaby dziewczynę do swojego łóżka? :):)

WYSTARCZY MU 5 ZŁOTYCH

Często powtarzałam, że już nic mnie nie zdziwi, jednak coraz częściej
ludzie mnie zaskakują. Na wycieczce rowerowej, odstawiłam rower, żeby
zrobić kilka zdjęć. Źle ustawiłam go na stopce, przewrócił się.
Gdy chciałam na niego wsiąść, okazało się, że spadł łańcuch.
Próbowałam go założyć, ale nigdy tego nie robiłam, więc nie za
bardzo mi szło. Usiadłam na ławce, z nadzieją, że będzie przechodził ktoś,
kto pomoże mi rozwiązać problem.
Po chwili zobaczyłam mężczyznę, albo raczej osobnika płci
męskiej, który wyraźnie kierował się w moją stronę.
– Nic dzisiaj nie jadłem, mogę liczyć na pomocną dłoń, jakieś 5 zł
na bułkę i plasterek wędliny?- usłyszałam mocno zachrypły głos.
– Dam panu 10 złotych, jeżeli założy mi pan łańcuch.
Spojrzał na moje dłonie.
– A czym się pani tak upierniczyła?
– Próbowałam założyć sama, ale nie wyszło.
– A nie, nie, do brudzenia się nie nadaję, wystarczy mi
5 złotych-odpowiedział bezczelnie, wyciągając łapy po pieniądze.


Przez chwilę stałam jak zamurowana. Osobnik ów nie chciał mi pomóc, ale
domagał się pomocy dla siebie. Nie chciał się ubrudzić za 10 złotych,
więc nie dostał nic.
Odpowiedziałam, że od tego jest opieka społeczna, tam nie będzie musiał
brudzić rąk, wystarczy wystać w kolejce.
Zaczął bluzgać, że jestem sknerą i odszedł mrucząc coś pod nosem.
Nie wiedziałam, czy, mam być zła, czy się śmiać. Sytuacja mnie rozśmieszyła,
ale byłam też zła, bo do
domu daleko, a rower niesprawny.
Z tej złości, spróbowałam jeszcze raz, umazałam się podwójnie, ale
łańcuch włożyłam na właściwe miejsce.
Zauważyłam, że nałogowo bezrobotni coraz częściej proszą
o pieniądze, bo uważają, że wszystko im się należy. W końcu
pociąg do procentów uważa się za chorobę, a biednych chorych
należy wspierać. Szkoda, że oni nie poczuwają się do dawana czegoś
od siebie. Nauczyli się tylko brać.
Podobną sytuację miałam kilka lat temu, gdy w Katowicach chciałam dojść
z dworca autobusowego, do dworca kolejowego. Prowadzi tam
prosta, ale dosyć długa droga dla kogoś, kto musi taszczyć
ciężką torbę.
Musiałam przełożyć torbę do drugiej ręki. Zatrzymałam się, żeby odetchnąć.
Podszedł do mnie dosyć młody facet. Ten również prosił o 5 złotych.
Odpowiedziałam, że dam mu 10 zł, jeżeli pomoże mi zanieść
torbę na dworzec. Odpowiedział, że nie nadaje się
do noszenia ciężarów, bo ma słaby kręgosłup.
W takim przypadku ja nie nadawałam się do dawania pieniędzy komuś,
kto ma dwie lewe ręce.
Wzruszył ramionami i odszedł.
Jestem człowiekiem życzliwym, pomagam ludziom, gdy mogę, jednak nie rozumiem
tych, którzy wyciągają ręce po pieniądze, uważając, że ktoś ma, więc
musi im dać, ale oni niczego nie muszą.
Daj im i nie dyskutuj, nie proś o nic.

*******

jhdr