KILKA SŁÓW O SŁOWACH

Gdy zmarł mój mąż, od paru kobiet usłyszałam: „Nie płacz, młoda jeszcze jesteś, znajdziesz sobie jakiegoś”.
Boże jedyny, widzisz, a nie grzmisz!

Zmarł ktoś, kogo kochałam, dzięki komu chciało mi się rano wstawać z łóżka, ktoś, kto od dekady stanowił sens mojego życia, kto był dla mnie Miłością, Szczęściem, całym światem.
Był kimś niepowtarzalnym, cudownym, a Ty mi mówisz, że znajdę sobie JAKIEGOŚ ? 
Słyszysz siebie?

Wiem, że ludzie często chcą pocieszyć, nie dobierają odpowiednio słów, nie zastanawiają się, ale takie słowa, w takim momencie tylko pogarszają sprawę.

Przecież nie chodzi o to, żeby  kogoś mieć, tylko żeby być z tym, z kim łączy mnie coś szczególnego,
coś, czego nie można określić słowami, bo każde słowo będzie ograniczało ramką swojego znaczenia, umniejszało tę więź..
Człowiek w żałobie potrzebuje to przeżyć, przepłakać, wyrzucić żal z serca. Inny ktoś może na chwilę znieczulić,
ale tylko na chwilę, bo to, co łączy dwoje ludzi, jest unikalne, nie da się zastąpić kochanego człowieka.

 
Dla mniej pojętnych…trochę, jak żarówką po oczach, żeby zajaśniało w mózgownicach.. Wybaczcie, że tak obcesowo, ale czasem inaczej nie dotrze do pustych makówek 😉
Mąż koleżanki, wyrzucił jej laptopa przez okno, wprost do kałuży. Rzecz nie do odratowania.
Piekliła się jak sam diabeł.
– Oj, nie przesadzaj Janka, kupisz sobie nowy-powiedziałam z rozpędu.
– Czyś ty zwariowała, poje…o cie? Te wszystkie dane, zdjęcia, zapiski, dokumenty. Weź, stuknij się w czerep-krzyczała, jak opętana.

Nowemu laptopowi brakowałoby tego, co zapisywała w starym przez
kilka ostatnich lat. Płakała, złościła się, wytłukła na mężu szkło i porcelanę z kredensu.
A to tylko laptop.
Jak dalece ważniejszy, bardziej kochany jest człowiek?
Nie znikną wspomnienia, nie zniknie uczucie, ale tego człowieka nie ma już na tym świecie.
Nie można go dotknąć, porozmawiać z nim, nie można usłyszeć jego głosu, zobaczyć jego uśmiechu, czy iść z nim na spacer.

Żaden inny nie będzie nim. Nikt inny nie jest w stanie go zastąpić, choćby był najwspanialszym człowiekiem na ziemi, bo do tego, który zmarł dla tego świata, jesteś przywiązany,
kochasz go całym sercem, wasze dusze czuły niepowtarzalną więź, macie wspólne wspomnienia, czułeś, że to ten Jedyny, ktoś przeznaczony właśnie dla ciebie. A Ty mi mówisz…znajdziesz sobie jakiegoś?
Gdy kiedyś umrze Twój mąż, powiesz to samo?


Przyjaciele to bardzo dziwaczny wynalazek. Z pozoru wszystko o tobie wiedzą, ale jak przyjdzie co do czego, okazuje się, że w ogóle cię nie rozumieją” (Natsuo Kirino)

Przyjaciele są jak gwiazdy na niebie, czasami ich nie widać, ale zawsze wiesz, że są„.

***

PRZYJACIELE

OPAKOWANIE CZY ISTOTA?

On był taki miły, cały czas mówił mi komplementy,
wyciągnął mnie z nerwicy, zawsze przepraszał, gdy sprawił mi
przykrość i nagle zobaczyłam go z inną. Podeszłam do nich,
zapytałam, o co chodzi, dlaczego trzyma ją za rękę i wiesz, co mi odpowiedział? –
zapytała Patrycja w swoim liście do mnie.
Byłam ciekawa, więc odpisałam od razu.
Po kilku listach okazało się, że Patrycja spotykała się z typowym manipulatorem.
Na wiele rzeczy/ zachowań Stefana nie zwracała uwagi, tak była oczarowana
jego wyglądem, a komplementy przysłaniały jej jasność patrzenia. Poza tym nic nie było na tyle ważne, żeby zaczęła się wgłębiać w to, co mówi o innych, jak traktuje innych.
Co powiedział jej Stefan, gdy przyłapała go z inną?
– Spier..aj dziwko !!!
Była tak zaskoczona, że usiadła na ławeczce obok sklepu, przy którym ich spotkała. Płakała prawie dwie godziny.
Pomyślałam, że po tak paskudnym potraktowaniu jej, facet więcej się nie odezwie, ale..i tu mnie zaskoczył, bo zadzwonił do niej, zaproponował spotkanie. Zgodziła się, myśląc, że będzie ją przepraszał, jak zwykle.
Nie, nie przeprosił jej. Gdy tylko powiedziała, że płakała przez niego, że zabolało ją jego zachowanie, od razu zmarszczył brwi, powiedział, że to jej wina, bo szpieguje go, bo zaczepia i obraża, gdy on spotyka się z przyjaciółką. Dodał, że jeżeli chce się z nim spotykać, musi być mądrzejsza, nie traktować go, jak niewolnika. Weszła mu w słowo, przypomniała, że mówili o zaręczynach, że mieli iść wybrać pierścionek,
odpowiedział, że mąż ma prawo do przyjaciółki i żona nie powinna interesować się tym, co on robi na spotkaniu z… jedną czy drugą, a póki co małżeństwem nie są.
Zapytałam, jak zachowywał się, gdy spotykali się ze znajomymi. Twierdziła, że to nie ma nic do rzeczy i wtedy wiedziałam już, że wcześniej było coś nie tak. Facet inaczej zachowywał się, gdy byli we dwoje, a inaczej na spotkaniach
ze znajomymi, co zresztą zdarzało się bardzo rzadko, często przypadkowo. Przy znajomych nie pokazywał zaangażowania , był bardzo zachowawczy. Jego znajomi myśleli, że Patrycja jest jedną z jego licznych koleżanek od seks rozrywek. Wiedzieli, że wśród kobiet Stefan bryluje, jak ryba w wodzie, ale żadnej nie traktuje poważnie.
Tego dowiedziała się dopiero po kontakcie ze mną, gdy zaproponowałam, żeby zapytała jednego z jego kumpli, jaki on naprawdę jest.
Nie raz, gdy rozmawiał z kolegą przez telefon, w jej obecności, mówił o innych kobietach: szmaty, dziwki, zdziry, korniszony. Dla niej takie słowa powinny być sygnałem mówiącym, że koleś nie szanuje kobiet, że kiedyś i ona może być tak nazwana.
O dziwo, Patrycja dała mu jeszcze jedną szansę. Nie chciałam się wtrącać, bo każdy ma prawo wyboru, ale ostrzegłam, żeby nie liczyła na to, że on się zmieni.
Nie odezwała się do mnie przez kilka miesięcy. Niedawno napisała znowu, przeprosiła mnie.
Przyłapała Stefana na zdradzie, w jej mieszkaniu, na jej łóżku. Opiekowała się w tym czasie ciotką. Miała wrócić dwa dni później, bo jej auto było u mechanika, który
niespodziewanie zadzwonił, że wszystko gra, może je odebrać. Chciała zrobić Stefanowi niespodziankę. Mówił, że tęskni, że nie może się doczekać spotkania, że jest wyposzczony, więc ma się przygotować na dobry seks.
Gdy weszła, zaczął przeklinać, straszył, rzucił w nią  butem, kazał wrócić za godzinę, miał pretensje, że nie uprzedziła go, krzyczał, że to znowu jej wina. Wyszła, zadzwoniła po swojego brata, który razem z kolegą wyciągnął Stefana z mieszkania, kopnął w cztery litery, zabrał klucze.
Kochanka Stefana pokazała jej środkowy palec. Krzyczała, że jeszcze nie widziała takiej debilnej siostry, że niedługo będą rodziną. Pokazała jej pierścionek zaręczynowy.
Okazało się, że Stefan każdej kobiecie obiecywał zaręczyny, ślub, opowiadał o trójce dzieci, które będą piękne, bo i one wszystkie piękne. Zwyczajnie używał kobiet, nie licząc się z ich uczuciami. Wobec żadnej nie był uczciwy, nie miał poważnych zamiarów, zaliczał, wykorzystywał i obrażał.
Dlatego, dziewczyny zwracajcie uwagę na zachowanie swojego faceta, na jego słowa, na to, jak traktuje innych.
Jeżeli obraża kogoś, rzuca paskudnymi epitetami, Ciebie też będzie kiedyś obrażał. Jeżeli nie przedstawia Cię znajomym, to znaczy, że coś ukrywa. Jeżeli spotykasz go z inną, trzymającego ją za rękę, nie jesteś tą jedyną. Jeżeli nie ma dla Ciebie czasu, chociaż wiesz, że nie pracuje na okrągło i nie dorabia po godzinach, dopuść do siebie możliwość,
że woli swój czas dzielić z innymi, z inną.
Jeżeli wybaczasz zdrady, licz się z tym, że tak może być zawsze. Aparycja to tylko widoczna część każdego człowieka. Facet, który chce z Tobą być przez całe życie (przynajmniej tak mu się wydaje w danym momencie),
będzie poświęcał Ci wiele czasu, będzie czuły, wrażliwy na Twoje słowa, będzie robił wszystko, żebyś była szczęśliwa, będzie się Tobą chwalił, rozpieszczał, obdarowywał. Będziesz czuła, że jesteś najważniejszą osobą w jego życiu.
Będziesz się przy nim czuła bezpieczna, szczęśliwa, nie będziesz musiała pytać, co robi, jakie ma zamiary, bo będziesz wiedziała, że możesz mu ufać.
Zwracaj więcej uwagi na charakter niż na wygląd. Kobiety często zauroczone piękną twarzą, mięśniami i komplementami, zupełnie zapominają, że to tylko opakowanie, pod którym kryje się prawdziwa istota.

Opakowanie nikogo nie uszczęśliwi. To tylko powłoka, pod którą coś się kryje i to „coś” jest najważniejsze.

ZADAJ SOBIE PYTANIE, CO JEST DLA CIEBIE WAŻNIEJSZE, ISTOTA, CZY OPAKOWANIE?

wobjęciach

HISTORIA MIŁOSNA

Jarek zakochał się w Magdzie kilka dni po  jej ślubie i tydzień przed swoim własnym.
Na jej widok zabłysnęły iskierki w jego oczach.

Przygotowania do ślubu trwały w najlepsze. Nie mógł się na niczym skupić. Myślał tylko o zielonookiej ślicznej szatynce z promiennym uśmiechem.
Z pewnym wahaniem powiedział-TAK na ślubnym kobiercu.

Kolejne miesiące były szukaniem.
Szukaniem zielonookiej. Dziesiątki razy siedział w miejscu, gdzie się poznali, gdzie przegadali kilka godzin.
Nie potrafił powiedzieć żonie, że kocha inną. Walczył ze sobą, ze swoim uczuciem, ale
nie mógł zapomnieć o kobiecie, którą zobaczył jeden jedyny raz.
Mijały miesiące i lata. Zdawało mu się, że jej obraz zaczął się zacierać w jego głowie.

Szedł z córką na plac zabaw. Oboje radośnie podskakiwali. Cały czas coś  mówiło mu, żeby się odwrócił. Przeczucie było tak silne, że zrobił to.

Stanął jak wryty.

Magda, zielonooka szatynka uśmiechała się promiennie do swojej małej córeczki, w różowej sukience i lakierowanych bucikach. A może do niego? Musiał śmiesznie wyglądać, gdy podskakiwał w krótkich spodenkach. Co ona mogła o nim pomyśleć?
Siedzieli na ławeczce przed fontanną. Obie dziewczynki bawiły się radośnie.
Patrzył na córeczkę, ale raz po raz topił też wzrok w zieleni oczu piękności, która siedziała obok niego.
Musiał zacząć rozmowę, żeby móc patrzeć na nią bez skrępowania.
Miał jej tyle do powiedzenia. Miesiącami rozmawiał z nią w wyobraźni, a raczej z jej wizerunkiem w jego głowie. Teraz była obok niego. Próbował powstrzymać drżenie całego ciała, gdy śmiejąc się, dotknęła jego ramienia.

Pomyślał, że zrobiła to specjalnie, że chciała go dotknąć. Jej oczy mówiły-KOCHAM CIĘ, ale może tylko mu się  zdawało? Może chciał zobaczyć miłość w jej oczach? Mąż rzucił ją po porodzie. Była sama, on żonaty. Gdyby wtedy wiedział, gdyby miał więcej odwagi nie ożeniłby się. Teraz spełniłoby się jego marzenie. Byłby szczęśliwy.
Wrócił do domu. Cała noc była nią.
Myślał o niej wprost maniakalnie. Nie wiedział co się z nim dzieje. Miał wspaniałą żonę, córeczkę, ułożone życie. Nie chciał tego zniszczyć. Nie chciał zawieść żony, ale zielonooka była dla niego, jak anioł z nieba, któremu chciał poświecić życie, każdą chwilę swojego istnienia, bo każda chwila obok niej była szczęściem w jego sercu.
Nie miał apetytu, niewiele spał, płakał.
Zawsze uważał się za dojrzałego i odpowiedzialnego faceta. Był dumny ze swojej rodziny, kariery, osiągnięć.
Teraz jednak oddałby wszystko, co miał za możliwość bycia obok niej. Za pozwolenie na patrzenie w jej oczy, za jej bliskość.

Zrobiłby to, rzuciłby wszystko, gdyby nie jego mała królewna, jego kochana córeczka. Gdy spojrzał na nią, pomyślał, ile mógłby jej zrobić krzywdy, odchodząc. Wolał sam cierpieć. Dla niej został. Dla niej poświęcił swoje szczęście, swoje serce i duszę.

***

Pomyślałam, że gdyby człowiek wiedział, co może się stać za kilka lat, zrobiłby o wiele mniej błędów. Z drugiej strony, jeżeli przysięgam komuś dozgonną miłość, a nie mam jej w sercu, jestem nieuczciwa nie tylko wobec osoby, która stoi przede mną, ale również wobec siebie.
Warto czasem zastanowić się, poczekać. Nie podejmować życiowych decyzji, gdy mamy jakiekolwiek wątpliwości.

Znam osoby, które pobierały się tylko dlatego, że nie chciały być same, żeby ludzie nie wytykali ich palcami, bo trzydziestka lub czterdziestka  minęła, ich znajomi mieli już dzieci, a oni ciągle sami. Trafił się ktoś, czasem nieodpowiedni, ale rodzina naciskała, więc się zdecydowali. Po pewnym czasie zakochiwali się z wzajemnością, ale niestety nie we współmałżonkach.

Życie potrafi zaskoczyć. Warto być cierpliwym.

Co zrobiłabym na miejscu Jarka? Nie wiem. Kobieta nie zostawia swojego dziecka. Gdy odchodzi zabiera dzieci ze sobą. Rzadko sąd przyznaje opiekę nad dzieckiem ojcu.

parazak

NIEUDACZNIK CZY CWANIAK?

Dawno, dawno temu….

Miałam ciężki dzień, kończył się miesiąc, trzeba było zrobić wszystkie rozliczenia, oddać do podpisu, zakończyć miesiąc.
Po takich dniach byłam ledwie żywa, bolała mnie głowa, plecy,
a często i cztery litery.  Po drodze do domu zabierałam  córkę z przedszkola.
Potem obowiązkowo obiad, zakupy,  sprzątanie, prasowanie, które nigdy się nie kończyło i kilka innych rzeczy do zrobienia.
Kiedyś usiadłam wieczorem w fotelu , zastanawiałam się; wyszłam za mąż, czy
trafiłam do niewoli?
Z opóźnieniem włączyła  mi się czerwona lampka… ale włączyła się..

Moja koleżanka przed pracą robi mężowi śniadanie, potem sobie.
Po pracy robi zakupy, obiad, pranie itd.Wieczorem pada zmęczona, natomiast  jej
„miły” mąż zastanawia się głośno, czemu jest taka leniwa I CO JĄ TAK ZMĘCZYŁO?
On nigdy nie robi zakupów, nawet w czasie urlopu   nie kiwnie
palcem, wręcz przeciwnie, wykłóca się, gdy ona zbyt głośno zachowuje się
przed wyjściem z domu. Nigdy nie wyprasował sobie spodni czy koszuli, nie zrobił
sobie śniadania, a gdy wyjechała na pielgrzymkę, zadzwonił do  córki, żeby
ugotowała mu obiad. Przy okazji pokroiła chleb na kolację.
Koleżanka gotuje obiad, nakłada mu na talerz, mięso i ziemniaki kroi
na drobne kawałki, potem zabiera ze stołu i zmywa. On uważa, że zmywarka
jest im niepotrzebna, bo zmywanie jest czynnością przyjemną,  przy okazji
usuwa się brud zza paznokci.(szkoda, że nie jego brud)
Zdarzyło się, że koleżanka zaspała, nie zrobiła mężowi śniadania.
Zadzwonił do firmy, załatwił sobie urlop, potem wyskoczył z pretensjami, że
zmarnował dzień, bo łaskawej pani nie chciało się zrobić śniadania , a i spodnie
w których miał iść leżą wygniecione.
Gdy powiedziała mi, że przed kąpielą nalewa mężowi wody do wanny i płyn do kąpieli,
że czyści mu buty…nie uwierzyłam. Parsknęłam śmiechem.
Wciąż męczy mnie myśl o tym, że kobiety są wykorzystywane, traktowane jak
baboroboty. On wymaga,ona musi.
A podobno jest równouprawnienie.

Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że kobiety (często) same robią z mężczyzn
inwalidów życiowych.

Na początku mamusia robi wszystko za syneczka,
potem żona kończy jej dzieło.
Przecież można powiedzieć.. Nie – zrób sobie sam. Pracuję tak samo jak ty, więc
będziemy dzielili się pracą w domu, żadnego usługiwania.

Niektóre kobiety nie potrafią mówić NIE. Boją się niezadowolenia
swojego pana i władcy. Wykonują więc posłusznie wszystkie rozkazy.
Zdarza się, że żona regularnie transportuje pijanego męża z knajpy.
Zupełnie jakby była tragarzem, koniem, czy wielbłądem.

Szczyt głupoty… a może strachu?
Co gorsza, takie zachowanie uważa się za normalne.
Koniec świata, jak mawiał Popiołek z pewnego serialu…

Często na początku związku mężczyźni garną się do usługiwania kobiecie. A to śniadanko chcą zrobić, albo zakupy, a to łóżko pościelić lub popisać się romantyczną kolacją, zrobioną samodzielnie. 

Co wtedy robią kobiety?

„Ależ nieee, usiądź kochanie , jesteś zmęczony, ja to zrobię ” – a myśli sobie :” zobacz jaką masz pracowitą i zaradną babeczkę”. Mężczyzna próbuje raz, drugi trzeci, w końcu rezygnuje, przyzwyczaja się do tego, że ma w domu robota wieloczynnościowego. Sama chciała. A do wygody  można się szybko przyzwyczaić.  Mijają tygodnie, miesiące, aż z kobietą zaczyna  się dziać coś dziwnego. Nagle nie podoba jej się, że wszystko w domu robi ona, mąż leży zadowolony, uśmiechnięty, nie pojmuje jak ona jest zmęczona, ile wysiłku kosztuje przytachanie zakupów z garażu, czy przygotowywanie przyjęcia dla gości.  „A właśnie dzisiaj Aśka opowiadała, że Leszek przyniósł jej kawę do łóżka i śniadanko.  On potrafi, ty nie” !- krzyczy na męża.
Albo..
Żona ma dosyć pijanego męża, ucieka, wynajmuje mieszkanie, mija tydzień .. ona wciąż płacze.
– Jak ty wyglądasz, chora jesteś? – Pytam , widząc, że marnieje z dnia na dzień.
– Nie, ale żal mi męża, jak on sobie poradzi beze mnie?
Bez komentarza…..

Kobiety, nie róbcie ze swoich mężów inwalidów. Pozwólcie im rozpieszczać was. Wasz wizerunek na tym nie ucierpi, a i im nie stanie się żadna krzywda 🙂

1453

 

114-316x316