PRZYJACIEL

Mąż może odejść, kochanek odejdzie, prawdziwy przyjaciel pozostaje na zawsze.
Dziwi mnie, że przyjaciele są tak bardzo niedoceniani.
Nie chodzi mi o kogoś, kogo nazywamy przyjacielem, bo popiera nas w każdej kwestii,
bo zawsze się z nami zgadza i ciągle chwali. Przyjaciel jest naszą bratnią duszą, odbijamy
się w nim, jak w zwierciadle. Mówi, gdy widzi, że nasze drogi zmierzają w złym kierunku,
postuka palcem po czole, gdy robimy głupstwa, upomina, spiera się z nami, pokazuje drugą stronę życia, otwiera oczy w trudnych sytuacjach. Najpiękniejsze jednak jest to, że ZAWSZE JEST.
Jest Ci smutno, spotkało Cię coś przykrego, dzwonisz do niego, piszesz, on odpowiada, że
zaraz będzie, żeby dać mu pół godziny, godzinę-przyjedzie, przytuli, pozwoli wygadać się, wypłakać, potem otrze łzy, pocieszy, przemówi do rozsądku. Gdy jest daleko, dzwoni, wspiera. Nie ma jego ciała, ale czujesz, że sercem jest z Tobą, że jest blisko, że myśli o Tobie.
Takie uczucia są bardzo piękne, trwałe. Mówi się, że przyjaźń damsko- męska nie ma szans
na przetrwanie, bo zawsze jedna albo druga strona chce czegoś więcej. Zgadzam się z tym, że
może nawet oboje chcą, ale potrafią powstrzymać swoje chciejstwo, gdy widzą, że jest cudownie tak, jak jest. Zgadzam się też z tym, że przyjaciela kocha się, jak kogoś najbliższego. Nie mam wątpliwości, że tak jest. Od tej miłości jednak nie żąda się ani nie spodziewa czegoś, czego spodziewamy się po miłości kochanka czy męża. Nie jesteśmy zaborczy, nie wymagamy, by przyjaciel był sam, nie okupujemy każdej jego wolnej chwili. Dajemy mu
wolną rękę, przyzwolenie na miłość, na drugą osobę, nawet na to, że kiedyś, gdy będzie chciał, odejdzie. Boli? Niekoniecznie, jeżeli wszystko odpowiednio
poukładamy sobie w głowie, przyjaciel może okazać się cudem w naszym życiu. Prawdziwy przyjaciel jest Skarbem, powinien wiedzieć, że cokolwiek zrobi, z kimkolwiek będzie, zawsze będzie bliski i kochany.

Przyjaciel to ktoś, kto zna melodię Twojego serca. Pomoże Ci ją zaśpiewać, kiedy zabraknie Ci słów”. (autor nieznany)

61916924_46265594449

Reklamy

SZANTAŻYSTA POD LUPĄ

Elżbieta rozwodzi się. Zanim jednak dojdzie do ostatecznej rozprawy, musi rozwiązać  zagmatwaną sytuację życiową. Poznała pewnego, wydawałoby się miłego mężczyznę-Mirka. Zapraszała go  na kawę, do kina, na zagraniczne wycieczki. (Ona zapraszała , bo ma dobrze prosperującą firmę. On zarabia mniej niż wynosi średnia krajowa). Zwierzała mu się, musiała zrzucić z siebie cały ciężar trosk i kłopotów, a nie mogła wypłakać się w rękaw koleżanki, bo wszystkie znały jej męża. Nie wiedziała, z którą mąż jest bliżej, nie chciała ryzykować. Przed rozwodem ukrywali się, bo mąż zdradzał Elżbietę z młodszymi kobietami, on zostawił ją po 25-ciu latach małżeństwa, on sprzedał jej biżuterię, żeby obdarowywać kochankę, on kradł jej pieniądze. Nie chciała rozwodu z powodu niezgodności charakterów, ponieważ, zanim poznał tamtą kobietę, byli zgodnym małżeństwem.

Niestety znajomy nie grał uczciwie. Zapomniał powiedzieć, że lubi sobie wypić, że czasem wyskoczy na dziewczynki , że przez internet nadal poznaje inne kobiety. Gdy Ela dowiedziała się o tym, obraziła się.
Na początku próbował przekonywać, że to tylko pojedyncze incydenty, że nie jest taki zły, że zostawi wszystkie dla niej, bo ją kocha.

Nie reagowała, bo nie wierzyła mu.

Gdy przez kilka dni nie odpowiadała na telefony i esemesy zaczął ją szantażować. Kilka razy dziennie wysyłał jej groźby mniej więcej tej treści : Kocham cię, nie mogę bez ciebie żyć. Jeżeli się nie odezwiesz, powiem twojemu mężowi o naszym romansie.
Albo inny: Wiesz, że cię kocham, ale jeżeli mnie zostawisz, powiem twojej matce, że
pożyczyłaś pieniądze jej kuzynce, wbrew jej zakazowi. Zdradzę wszystkie twoje tajemnice.

Po miesiącu jej milczenia napisał, że ma tego dosyć, że ona się nim tylko bawiła, że mieli być zawsze razem, a jeżeli nie są, to wypada mu tylko iść do sądu. Będzie świadkiem jej zdrad, pokaże ich zdjęcia. Postara się, żeby rozwód był z jej winy. Chyba że wróci do niego, wtedy będzie bezpieczna.

Na początku chciała tylko jego przeprosin. Nie zrobił tego.

Elżbieta pyta, czy powinna do niego wrócić, bo może Mirek naprawdę ją kocha, tylko straszy, bo jest zdesperowany i tęskni za nią.

Co mogę powiedzieć?
Zakochany mężczyzna będzie przepraszał, będzie się kajał, będzie płakał, będzie wysyłał wiadomości ze słowem- KOCHAM, ale nigdy, za nic nie będzie kobiety szantażował. Jeżeli w ten sposób postępuje, to znaczy, że nie kocha, że chce związku z innych powodów.

Poza tym szantażysta nie jest najlepszym materiałem na partnera życiowego.
Po co kobiecie facet, któremu nie będzie mogła powierzyć swoich tajemnic, bo będzie się bała, że po pierwszej kłótni poleci do znajomych z długim jęzorem. Dla mnie taki człowiek jest podłym manipulantem. Nie dojrzał
do związku, nie potrafi kochać. Najlepszym wyjściem jest zablokowanie telefonu kolesia albo nawet zmiana własnego numeru i całkowite milczenie. Nie można pozwolić, żeby strach robił z kobiety niewolnicę i pchał ją do łóżka z kimś takim. A planowanie z nim wspólnego życia, łudzenie się, że będzie dobrze,  że on się zmieni, jest skazywaniem siebie na nieudane życie, na dalsze problemy i rozczarowania.

Co wy na to?

SŁOŃCE I DESZCZ

Zastanawiałam się, kiedy zaczyna, a kiedy się kończy samotność. To, że ktoś
jest w związku, nie oznacza automatycznie, że nie czuje się samotny. Często właśnie ludzie w związkach skarżą się na samotność we dwoje. Niby z kimś jesteś, wiąże was nawet ślub, a czujesz, jakbyś był zupełnie sam na świecie, jakiś wyobcowany, nie pasujący do tej osoby, a czasem do tego mieszkania, rodziny.
Z drugiej strony, człowiek, który jest zupełnie sam, niekoniecznie musi czuć się
samotny.
Ostatnio zaobserwowałam u siebie dziwne korelacje między pogodą a poczuciem
samotności.
W deszczowe, zimne dni czułam pewne braki, które dawały mi się we znaki. Koniecznie chciałam mieć kogoś obok siebie. Potrzebowałam przytulenia, rozmów przy kawie,
obecności kogoś, kogo mogłabym nazwać najbliższym”. Nie ukrywam, że było
to dla mnie dosyć męczące. Cała sytuacja odwróciła się o 180 stopni, gdy
zmieniła się pogoda, zaświeciło słońce, zrobiło się ciepło. Koleżanka
stwierdziła, że to zwykły przypadek, ale po trzech dniach ciepełka wróciła
deszczowa aura, wróciły również ciągotki do szukania towarzystwa, dziwne uczucie
pustki.

Śmiech na sali-powiedziała ta sama koleżanka- wmawiasz sobie i tyle.
Może sobie wmawiam-pomyślałam.
Po tygodniowych deszczach  zawitała do nas piękna pogoda. Jeżdżę po lesie, obserwuję zwierzątka,
słucham ptasich chórów i myślę sobie: Raj, zwyczajnie raj. Wystarczy tutaj być,
słuchać, oddychać i niczego więcej człowiek nie potrzebuje.

Byłam spokojna, zadowolona, uśmiechnięta.

Znowu przypadek?
Po powrocie do domu radość z życia nie mija. Jest tylko żal, że nie mogłam
dzielić tych pięknych chwil z mężem, którego od roku nie ma już na tym świecie.

Co ciekawe, towarzystwo przy kawie, rozmowy, śmiechy nie zmieniły, albo raczej nie zaspokoiły moich potrzeb, co znaczy, że nie chodzi o to, żeby mieć przy sobie kogoś w ogóle, ale kogoś wyjątkowego, kto dzieliłby ze mną pasje, kto byłby dopełnieniem mnie samej. I nie chodzi o to, żeby mieć obok siebie kogoś, bez kogo nie można żyć, ale raczej kogoś, kto wnosiłby do mojego życia coś szczególnego, coś, co dodaje radość do mojej radości, co odrywa od rzeczywistości, co pozwala marzyć, śnić na jawie, z kim można dzielić wolny czas, z kim można porozmawiać o wszystkim i o niczym. Kogoś z kim można porozumiewać się bez słów. To cudowne uczucie, gdy spojrzysz na kogoś i wiesz, co chce powiedzieć, co ma na myśli, mówiąc dwa słowa, bez tłumaczenia, szczegółowych wyjaśnień itp.. Jeżeli nie masz kogoś takiego, wtedy nawet w towarzystwie wielu przyjaznych osób, możesz czuć się samotny.

Wiem, jak wpływa słońce na nasz organizm, ale żeby aż tak?

Jest piękna pogoda-jest dobrze :)