CZY TEN PAN I TA PANI…

Często korzystam z drogi rowerowej,
parku, lasów i innych fajnych miejsc w okolicy.

Oczywistym więc jest, że
spotykam tych samych ludzi. Jeden z panów, ubranych w garnitur, co
od razu rzuca się w oczy, w miejscach, gdzie ludzie głównie
uprawiają sport, relaksują się, wodził za mną oczami.
Podczas jazdy wpadła mi do oka muszka. Zatrzymałam się,
próbowałam wyjąć owada, spoglądając w lusterko.
Pan Garniturek szybko podszedł, zabrał rower, postawił na stopce
i zaproponował miejsce na ławce.
Uwolniłam się od nieprzyjemnego robaczka, chciałam odejść.
Osobnik w garniturze zaczął się zwierzać.
Twierdził, że jest samotny, że nie ma z kim porozmawiać poza firmą, że
czuje się osaczony przez znane mu kobiety,
a chciałby kogoś do tańca i do różańca. Po dłuższym monologu, zamilkł i spojrzał mi w oczy.
– Kogoś, czyli mnie?- zapytałam zdziwiona jego bezpośredniością.
– Zdziwiła się pani? Nie zauważyła pani, że obserwuję ją od ponad
tygodnia?
– Zauważyłam 🙂
– Booo, widzi pani, mam firmę, pracuję od poniedziałku do piątku,
aż do wieczora (rzecz działa się w piątkowy poranek) , ale soboty i niedziele wszystkim daję wolne, bo sam tego potrzebuję. W soboty odwiedzamy się ze znajomymi, tylko ja jestem bez pary, a w niedziele chciałbym gdzieś wyjeżdżać, znam wiele pięknych miejsc…
widzi pani…tu odetchnął.. samotne wycieczki są pozbawione uroku, nudne.
Chciałbym te chwile z kimś dzielić.
Człowiek wydał mi się sympatyczny, więc usiadłam obok niego na zielonej ławce.
– Jest tu kilka innych kobiet, ciągle pojawia się jakaś samotna osoba,
dlaczego akurat na mnie zwrócił pan uwagę?
– Sam nie wiem, spojrzałem i od tego czasu przyciąga pani mój
wzrok-uśmiechnął się delikatnie, po czym zaczął wymieniać wady urody i ubioru pań siedzących naprzeciwko. Zrobiło się mniej sympatycznie.
– A do mnie nie ma pan zastrzeżeń? – zapytałam, wierząc, że nie będzie się czepiał, skoro, jak twierdził, wpadłam mu w oko. Przez głowę przeleciała mi myśl, że ze zwykłej grzeczności nie będzie mówił o negatywach, a nawet rzuci jakimś komplementem prosto w oczy 😉
– Myślę poważnie o związku, bo nie jestem już młodzieniaszkiem,
nie szukam przygód-powiedział Pan Garniturek, co uznałam za plus, ale…
zaraz potem dodał:
– Jest pani ładna, ma pani dużo uroku, ładne zęby, figurę, jednaaaak coś bym zmienił, oczywiście na mój koszt.
Otworzyłam szeroko oczy…nawet w zęby spojrzał…(jak koniowi?)
Pan ciągnął dalej…
Oczywiście fryzjera, kosmetyczkę i ubrania opłacam co do grosza.
Masażystka może być, nie masażysta, bo żona z takim grubasem uciekła. Pozna pani moich przyjaciół. Koleżanka pokaże gdzie się ubierać, w co.
Nic nie powiedziałam, czekałam, aż skończy.
Dotknął moich włosów, powąchał.
– Piękne włosy, pasowałby pani blond. Taaakieee rozpuszczone blond lekko falowane, bo warkocz nie pasuje do całości, obcasik. Poznamy się bliżej, zamieszkamy razem. Nie będzie pani
musiała sprzątać ani pracować, marzę tylko o domowych obiadkach. Umie pani gotować?
Patrzyłam na niego, zastanawiałam się, czy jest całkiem normalny, albo jeszcze się nie obudziłam.
Rozmawiamy z sobą pierwszy raz, a człowiek mówi, jakbyśmy się znali
przynajmniej od kilku miesięcy.
Wstałam, odpowiedziałam, że miło było go poznać, że rozmowa była nawet ciekawa, ale jeżeli nic mu się we mnie nie podoba, po co  mnie zaczepiał?
– Jak to nic? Powiedziałem przecież, że wszystko.
Znowu usiadłam.
– No dobrze, teraz ja..
– Będzie pan jeździł ze mną na rowerze…
– Pracuję do wieczora-przerwał mi w połowie zdania.
– Możemy jeździć wieczorami, proszę mi nie przerywać..
Troszkę trzeba będzie pana dokarmić, bo widzę tylko skórę i kości.
Trzeba będzie pomyśleć o zmianie koloru włosów, lubię rude, jak pan widzi. Pokazałam dłonią na mój warkocz, uśmiechnęłam się.
– Żartuje pani, tak? – Tu pan złapał w locie moją myśl.
– A pan żartował?
– Dlaczego? Źle chciałem? Nie podoba się pani, że miałaby pani
wszystko na wyciągnięcie ręki, żeby być jeszcze piękniejszą?
– Zmarszczki też mam sobie wygładzić? Może żelazkiem?- zapytałam ironicznie.
– Ależ nie, nic podobnego, bo i mnie by pani kazała prasować twarz.
– Jestem, jaka jestem, lubię siebie i chcę być sobą, nie będę dla
nikogo farbowała włosów, obcinała, czy robiła sobie loki.
Nie jestem na sprzedaż, nie jestem rzeczą, którą można kupić i formować, jak jakąś ulepiałkę.
Zauważyłam, że pan trochę się zagubił, nie spodziewał się protestu.
Chyba nawet myślał, że zaraz rzucę mu się na szyję.
Przez chwilę milczał, jakby czekał na dalszy ciąg, ale nie miałam
ochoty na tłumaczenie mu, w którym momencie się pomylił, co
do mojej osoby.
Gdy podchodziłam do roweru, stanął za mną. Powiedział, że nie to miał na myśli, że kilka dni układał sobie w głowie, co mi powie, gdy będzie miał okazję ze mą porozmawiać.
a ja MU wszystko zepsułam. (ja zepsułam?)

Widać pan lubi rządzić i pewnych rzeczy nie rozumie.
Odjechałam, nie wiedziałam, czy mam się nad nim użalać, śmiać się,
czy wnerwiać ..dotąd nie wiem..

******

rozmowydusz

ZEMSTA NIE JEST SŁODKA

Zapiekłe w złości kobiety to bardzo częste zjawisko.
(Ja bym tę zdzirę upiekła, ja bym ją zabiła, a niech jej teraz
wszystko nie wyjdzie. I w ogóle niech ich razem szlag trafi
za moją krzywdę… )
Od takich ludzi powinno się uciekać z krzykiem. Może dziwić, że z taką
panią w ogóle ktoś był i wytrzymywał. No, chyba że był taki sam jak ona.

Katarzyna Miller

Moim zdaniem…
Osoby, które przeżyły zdradę, wiedzą jak to boli, wiedzą jakie to uczucie,
gdy było się dla kogoś dobrym, gdy wiele się dla tego kogoś poświęcało, a
w zamian otrzymało się zdradę, łzy, rozczarowanie.
Nic jednak nie usprawiedliwia złorzeczeń.

Trzeba pamiętać, że nie ta zdzira go zabrała, tylko on zdradził, on odszedł.
Gdyby nie ona, znalazłaby się inna, bo on tak chciał, bo on nie chciał już
osoby, z którą do tej pory był.

Znam osoby, które przez całe miesiące są prześladowane przez byłe kobiety.
Takie terrorystki mają ułatwione zadanie, bo internet sprawia, że
macki ich zazdrości i chęć zemsty sięgają bardzo daleko.
Dochodzą do mnie wiadomości o kobietach, które piszą wiadomości
do wszystkich znajomych na fb człowieka, który je zostawił. Posuwają się
nawet do zapisywania swojego numeru telefonu, żeby potem dać upust
swojej fantazji w niszczeniu byłego ukochanego. Są niestety osoby, które wierzą
mściwym osobom, podając wiadomości dalej.

Zastanawia mnie, co taka osoba chce uzyskać, przez oczernianie byłego
partnera, kochanka, przyjaciela?
Chyba nie myśli, że mężczyzna do niej wróci?
Przypuszczam, że życie z taką złośliwą osobą nie było
łatwe, więc człowiek nie myśli o powrocie, bo to oznaczałoby zgodę
na dalsze złośliwości, wypominanie, kontrolowanie itp.

Temat bardzo oklepany, ale takie sytuacje zdarzają się bardzo często.
Może któraś z pań zastanowi się nad swoim postępowaniem, zanim uprzykrzy
komuś życie, czym dobitnie pokaże, że mężczyzna nie popełnił błędu, porzucając ją.

Kto wie, może za zakrętem czeka ktoś inny bardziej odpowiedni dla Ciebie?
Zemsta może sprawić, że nie zauważysz swojego szczęścia, gdy stanie na Twojej drodze,
bo będziesz zajęta niszczeniem komuś nerwów i zdrowia.
Życie stara się rekompensować nam różnego rodzaju niepowodzenia.
Wiem coś o tym.
Zdrada boli, ale to nie koniec świata. Może się okazać,
że ta zdrada była dla Ciebie początkiem czegoś lepszego. Chociaż w bólu i smutku
trudno zauważyć zalążek czegoś pięknego, z czasem zrozumiesz, że życie ułożyło dla Ciebie inny scenariusz. Może lepszy?

Według mnie mściwe kobiety same siebie poniżają, gdy piszą i dzwonią do znajomych swoich eks facetów.

Z takich problemów kobieta powinna wychodzić z godnością.

 

(Dla Heleny)
Pozdrawiam:)

 

OBSŁUGIWACZKA

JESTEŚMY NA WCZASACH,
w tych góralskich lasach…

Nie, nie w górach, ale nad morzem.
Sopot, piękne miasto nadmorskie. Turyści
zjeżdżają ze wszystkich stron świata.

Lubię obserwować ludzi, ich reakcje, przyzwyczajenia, ogólnie zachowanie.

W RESTAURACJI na śniadaniu.

Wchodzi piękna kobieta, z trochę gburowatym facetem. Oboje koło czterdziestki. On od razu rozsiada się w miękkim fotelu. Ona bierze talerz, nakłada wędliny, bułki. Co chwilę pyta
swojego pana i władcę, co jeszcze chce, ile czego. On pyta, czy tłuste, czy
ładnie wygląda, czy nie ma przerostów. Nie rusza się z miejsca, nie sprawdza,
co może mu odpowiadać tylko kręci głową.
Wreszcie ona kładzie wszystko przed swoim partnerem (o ile tak można powiedzieć).
Zaczyna nakładać jajecznicę na swój talerzyk. W tym momencie facet pyta : a kawa, gdzie:!?
Kobieta zostawia wszystko, bierze kubek, nalewa kawy, bez słowa kładzie przed nim parujący płyn.
Noo – odburknął.

Zaczął konsumować.
Dopiero wtedy pani zniewolona mogła zadbać o siebie.

Zjadła niewiele.
On życzył sobie dokładkę, więc jeszcze raz obsłużyła naburmuszeńca.

Rozumiem, że gdy kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna pracuje, wtedy
wraca z pracy, siada za stołem, kobieta podaje mu obiad. Według mnie to całkiem naturalne. Natomiast, jeżeli oboje pracują, pracą w domu powinni się podzielić.
Tu nie ma mowy o wymaganiu obsługiwania, chyba że obsługują się nawzajem.
Śniadania może robić ta osoba, która wcześniej wstaje.
Na wczasach każdy sam powinien się obsłużyć. Wystarczy nałożyć na talerzyk i po
krzyku. Niektórzy jednak nie potrafią.

Druga para.

Pan i Pani mówiący po niemiecku.
Oboje koło siedemdziesiątki.
Zachowanie bardzo podobne.
On od razu klapnął na krześle. Ona wzięła talerzyk, nałożyła bułkę, masło
kiełbaski. Położyła przed nim. Natychmiast zaczął jeść.
Starsza pani nalewała kawę z automatu, coś się zepsuło. Jej mąż powiedział coś w rodzaju: ty zawsze musisz coś zepsuć,
ale nie przerywał sobie śniadania.
(on niczego nie zepsuje, bo nic nie robi)

Kobieta usiadła naprzeciwko męża. Spojrzał na jej talerz.
– Dlaczego nie powiedziałaś, że są pomidory i pieczarki? Co jeszcze jest?
– Nie pytałeś o pomidory, nałożyć Ci? Ile plasterków?
Siedzą, jedzą, rozmawiają.
– Ładnie tu, jedzenie dobre, czysto.
– Polki są ładne. Dlaczego ty nie nosisz długich włosów?
– Cicho!-syknęła kobieta.
– Nie bój się, oni znają tylko angielski. Przy obsłudze lepiej uważać. W restauracjach muszą znać kilka języków. Jakby rozumiała, patrzyłaby na nas.
(siedzieli w takim miejscu, że musiałam ich widzieć.
Uwagi pod moim adresem pominę).
– Jedzenie ci smakuje?- starsza pani zmieniła temat.
Sehr gut, besser als bei uns-odpowiedział pewnym głosem.
– Nie, nie lepsze od naszego, ale jak na Polaków to dobre-odrzekła.
Ajjjj!- krzyknął pan, odsuwając kawę od ust.
– Co, gorące? Nie przesadzaj, można pić.
– Gorące!
Pomyślałam, że facet spodziewa się dmuchania w kubeczek. Przeszło mi przez głowę, że jeszcze mu podmucha i nie pomyliłam się.
Kobieta zaczęła dmuchać.
Zapewne niewiele pomogło albo wcale, ale po chwili facet zaczął pić i już nie parzyło :) :)

Starszy gość szybko zjadł, potem poganiał swoją żonę. Miał pretensję, że zawsze musi na nią czekać.

To nieprawdopodobne, że osobnik płci męskiej nie potrafi sam nałożyć kilku rzeczy na talerz. Zaczyna jeść pierwszy, potem ma czelność mieć pretensje do osoby, która  później usiadła do stołu, bo musiała koło niego skakać.

Matki źle wychowują swoich synów. Obsługują ich od urodzenia, aż do żeniaczki. Potem opiekę przejmuje żona. Chyba że syneczek zostaje z mamusią, bo żadna inna nie ma ochoty niańczyć dorosłego lenia i nieudacznika.
Nie lubię tak mówić o ludziach, ale nie wiem, jak inaczej mogłabym określić takiego osobnika. Może inwalida życiowy? Chociaż, inwalidztwo to choroba, a lenistwo jest raczej cechą charakteru.

Zastanawiam się, czy tym ludziom jest dobrze, czy tylko w ten sposób funkcjonują, bo kobiety boją się stracić partnera, a mężczyźni  wykorzystują swoją przewagę.
Własna, osobista służąca i opiekunka?

Nie, żebym się czepiała, ale nie chciałabym być na miejscu tych kobiet.
O ile mogłabym zrozumieć zachowanie starszej pary, bo jednak kiedyś rodzina egzystowała w inny sposób, więc jak było na początku, tak zostało do końca, ale młodsza para, bardzo mnie zaskoczyła.

 

 

UMIL SOBIE ŻYCIE

1. Jeżeli człowiekowi jest źle, czuje to, wie o tym, a nic z tym nie robi, nie powinien mieć pretensji do innych o taki stan rzeczy. To trochę tak, jak z kobiecą szafą.

To zostawię, bo może schudnę, prawie nowe, szkoda wyrzucać. To zostawię, bo gdybym przytyła, będzie jak znalazł. Tego nie wyrzucę, bo ładne, szkoda, więc może komuś dam. W rezultacie szafa się nie domyka, a kobieta mówi, że nie ma co na siebie włożyć.
Stoję przed taką szafą, kręcę nosem i obiecuję sobie, że jutro powyrzucam wszystko, z czego przez ostatni rok nie skorzystałam. Tak to trwa i trwa…………………….
Człowiek, który narzeka i stoi w miejscu, bo się boi zmian, jest sam sobie winny, ale
zawsze mówi, że gdyby nie pracodawca, gdyby nie rodzice, gdyby nie żona, gdyby nie dzieci, gdyby nie sytuacja itp. Wszyscy są winni jego niepowodzeniom, tylko nie on sam. Jeżeli człowiek nie weźmie odpowiedzialności za własne życie, nigdy nie będzie szczęśliwy.
Narzekanie przyciąga tylko podobne sytuacje i podobnych ludzi albo ludzi, którzy będą wykorzystywali nieboraka. Nie podoba Ci się Twoje życie, nie podoba Ci się Twoja praca, nie siedź z założonymi rękami, nie jęcz, tylko rusz cztery litery i zrób coś, żeby to zmienić.

Zacznij od zmiany swojego nastawienia, reszta będzie już  łatwiejsza, a niejednokrotnie droga sama będzie się prostowała. Tylko poukładaj sobie odpowiednio w głowie i zacznij działać. Już zacznij. Nie jutro, nie pojutrze, nie od nowego miesiąca, ani od nowego roku, tylko teraz.

TERAZ to takie magiczne słowo, które pokazuje ludziom miejsce, w którym się znajdują i czas, w którym powinni żyć. Jutro, będą nowe pomysły, nowe radości i problemy, więc skup się na Dzisiaj, na TU i TERAZ. Przeszłość? Ona już była, czegoś Cię nauczyła, wyciągnij z niej wnioski i pozostaw w spokoju. Tam nie da się już wrócić. Bądź w TERAZ. Pomyśl, jak teraz się czujesz, jeżeli nie myślisz o tym, co już Cię spotkało, albo co jeszcze może się wydarzyć. Jak się czujesz, gdy nie użalasz się nad sobą.

Siedzę w wygodnym fotelu, popijam yerbę, smakuję ją, słucham chóru ptaków za oknem, czuję się wspaniale, uśmiecham się do życia. Jestem. ZWYCZAJNIE JESTEM. Zapewniam, że warto tak żyć, a przynajmniej robić sobie coraz dłuższe przerwy od tego, co było i od tego, co będzie. BYĆ w tym jednym momencie, który nazywamy TU I TERAZ.
Próbowałaś/ Próbowałeś? :)

Ps. To nie znaczy, że nie możesz planować, że nie możesz zabezpieczyć się przed starością, nie o to chodzi. Chodzi przede wszystkim o to, żeby  wycieczki w przeszłość i przyszłość nie okradały nas z teraźniejszości.

Czas ucieka, nie marnuj go na użalanie się nad sobą, na nieudane wycieczki w smutki, w krainy tak dobrze Ci znane, czyli w „nie mogę”, „nie umiem”, „tak się nie da”, „to zbyt trudne”, „nie chce mi się”.