W NIEWOLI NIENAWIŚCI

Ktoś mądrze powiedział , że jeżeli chce się zostać czyimś
niewolnikiem , należy wyrobić w sobie urazę do tego człowieka.
Wtedy ta osoba będzie nam towarzyszyła we dnie i w nocy.
Wciąż będziemy o niej myśleli , denerwowali się , co nie pozwoli nam spać
w nocy , ani odprężyć się za dnia. Myśli będą nas zatruwały od środka.

Budzisz się – myślisz o osobie , której nienawidzisz.
W ciągu dnia myśli o niej nie pozwalają ci normalnie żyć , skupić się
na przyjemnych sprawach.
Chcesz zasnąć , ale nie możesz , bo myśl o tej osobie oddala sen.

Niejedna osoba chciałaby zabić znienawidzoną przez siebie osobę.
Nie może tego zrobić , więc życzy jej wszystkiego , co najgorsze.
I co się dzieje?

W takich sytuacjach sprawdza się twierdzenie , że życie daje nam to,
czego życzymy innym.

Nienawiść nie zabija osoby nienawidzonej , ale nienawidzącego.
Zabijamy się więc powoli  , każdego dnia , każdą toksyczną myślą o znienawidzonym/znienawidzonej , każdym złorzeczeniem.

Zanim jednak to nastąpi stajemy się zgorzkniali , złośliwi , gderliwi , nie potrafimy cieszyć się życiem.
Czy warto?
Moim zdaniem NIE , ale wiem , że niektórych nie da się przekonać , więc nie próbuję nawet 🙂

**************

12645126le-316x237

wywiadzkotem

Nooo właśśnie , nie bierz przykładu z kota 😉

Reklamy

ŚMIERĆ w optymistycznej odsłonie

  „ Śmierć nie jest wrogiem. Stanowi po prostu
zmianę rytmu, jest ruchem w innym kierunku.
Wkrótce narodzisz się żywy, młodszy, odświeżony.
Śmierć jest konieczna. W momencie gdy następuje
fizyczna śmierć, tak naprawdę nie umierasz.
Brud, który zgromadził się wokół ciebie w ciągu życia,
musi zostać spłukany. Tylko w ten sposób możesz
zostać odmłodzony. Nie tylko Jezus zmartwychwstał.
W życiu wszystko zmartwychwstaje.”

„Śmierć i narodziny są dwiema stronami tych samych
drzwi. Po jednej stronie znajduje się napis – Śmierć,
po drugiej zaś – Narodziny. Wejście i wyjście,
to jedne drzwi(…)Śmierć nie sprzeciwia się życiu.
(…)Kochaj życie. Włóż całą swoją energię w miłość,
a spotka cię niespodzianka. Będziesz zaskoczony. Jeżeli
będziesz kochał światło, pewnego dnia rozpoznasz nagle,
że ciemność jest formą światła.Formą jego spoczynku.”

Zdrowie emocjonalne. – OSHO

***

Kiedyś często śnił mi się zmarły tata.
We śnie zdawałam sobie sprawę z tego, że śnię.
Widziałam go uśmiechniętego, zadowolonego, młodszego, niż w momencie śmierci.
Gdy powiedziałam, że tylko mi się śni, że od dawna nie żyje, on
odpowiedział, że umarło jego ciało, że umarł tylko
dla żywych na tym świecie, ale naprawdę jest inaczej , niż nam się zdaje.
Sen zdarzył się w 2012 lub 2013 roku. Tata powiedział jeszcze coś, co
mnie zastanowiło.
Stwierdził, że jeżeli zmienię jedną rzecz w życiu, wtedy
wszystko się zmieni. Nie powiedział o co chodzi.
Zostawił mnie z tym.
Skojarzyłam sen ze słowami OSHO

Nawet jeżeli to tylko sen, jest w tym wiele optymizmu i nadziei.

Zmieniłam „coś”  w życiu i.. wszystko się zmieniło. Całe moje życie.
Nie do wiary? A jednak … 😉

00sen2

Nie zapomnij o uśmiechu 😉

SENNE WSPOMNIENIA

Leżałam na łące usianej mniszkiem
lekarskim.

Obok ścieliły się chabry, maki i rumianek.
Leciutki, ciepły wietrzyk
owiewał moje ciało, a w powietrzu
unosił się słodkawy, aromatyczny
zapach.
Słyszałam brzęczenie pszczoły
siadającej na kwiatku.
Zastanawiałam się, czy przyciągnęła
ją tajemnicza słodycz niesiona przez
wiatr.
Usiadłam, rozejrzałam się dookoła.
Łąka żółciła się, jakby kwitła
wielością małych słońc, gdzieniegdzie
zroszonych mgiełkami okrągłych
dmuchawców.
Zerwałam kwiatek, spojrzałam na niego,
trzymałam czerwony mak z aksamitnymi
płatkami. Zerwałam kilka kwiatów drugą ręką,
zobaczyłam błękitne postrzępione
chabry.
Pomyślałam, że to musi być sen,
bo dzieją się niewyobrażalne cuda.
Wiatr przyniósł cichą piękną melodię,
która czarowała chwile spokojem
i błogością.
Wstałam, wolno szłam przed siebie,
ciekawa skąd dochodzą owe dźwięki.

Stanęłam w wysokich drzwiach kościoła.
Ksiądz coś mówił, słyszałam głos, niczego
nie rozumiałam.
Wszyscy ludzie w ławkach, bezszelestnie
obrócili głowy w moją stronę.
Stałam boso, w przeźroczystej, zwiewnej
sukience, a zza moich pleców emanowała
dziwna jasność.
Gdy jasność przesunęła się
w stronę ludzi, zaczęły wychodzić z nich
smutne cienie.
Widok był niesamowity.
Wszystkie cienie łączyły się w jeden szary
zlepek.
Nagle otworzyło się sklepienie kościoła,
szary zlepek, jak wielka chmura
powędrował w stronę jasnego nieba.
Zasłonił go tak szczelnie , że nawet słońce
zgasło.
Z nieba dało się słyszeć jakieś szmery,
jakby jęki wielu bardzo słabych ludzi,
po czym na wszystkich spadł rzęsisty deszcz,
a na posadzce wyrosły czerwone i niebieskie
kwiaty.
Organy zagrały bez organisty.
Ksiądz wyciągnął ręce do nieba, jak natchniony
zaczął głośno się modlić, a jego słowa
odbijały się o ściany,  echo odpowiadało
kilkakrotnie.
Nagle wszystko zamarło, cisza
zapanowała nad całym światem.
Stawała się uciążliwa aż do bólu,
jakby chciała skupić na sobie całą
uwagę.
Gdy w skupieniu czekaliśmy
na to, co stanie się za chwilę,
nad naszymi głowami usłyszeliśmy donośne
bicie dzwonów i głos mówiący basem:

„Końca świata nie będzie!!!”

W tym samym momencie, w posadzce
kościoła zrobiła się cieniutka szczelina,
z której zaczęła wypływać czysta woda.
Ludzie ściągali ubrania , rozweseleni wchodzili
do niej.
Uśmiechnęłam się radośnie, zdjęłam przeźroczystą
sukienkę, zrobiłam krok do przodu,
woda piętrzyła się, ale nie przekraczała
pewnych granic.

W jednym momencie znalazłam się znowu na łące.
Leżałam naga, a z nieba padał ciepły,
orzeźwiający deszczyk. Zamknęłam oczy,
poczułam zapach kochanka.
Chciałam go objąć, ale …………. obudziłam się.

To tylko obrazy. Trudno mi wyrazić słowami radość, euforię i miłość, jaką wywoływały we mnie te wszystkie widoki, zdarzenia,  zapachy…

(sen z 2012 roku)

Miałam wiele dziwnych, a zarazem pięknych snów, to tylko jeden z nich. Nie  wszystkie zapisałam 🙂
**********