TO TYLKO SEKS, NIC POWAŻNEGO?

Dzień dobry.
Jak z e-maila wynika, jestem Katarzyna. Mam 22 lata.
Wiem, że jesteś starszą i doświadczoną kobietą. Mogłabyś mi poradzić w pewnej kwestii
damsko-męskiej?
Mojego narzeczonego poderwała taka jedna puszczalska. Spotkali się. Nie wiem, ile razy.
On twierdzi, że tylko raz i zaraz się na niego rzuciła. To był tylko seks, ale to nic poważnego.
Spotkałam się z nią, żeby powiedzieć , co o niej myślę. Zagroziłam, że pożałuje, jak nie zostawi go w spokoju. Powiedziała, że się kochają, że on zamierza ze mną zerwać. Śmiała się, że mam powoli zdejmować pierścionek. Mija kolejny tydzień, ona wciąż wysyła do niego sms-y i gołe foty. Kilka razy przyłapałam go, jak wysyłał odpowiedzi, że taka piękna, ponętna, seksi. Rozumiesz? Nęci go golizną. On chwaląc, zachęca, żeby wysyłała tego więcej. Pokłóciłam się z nim, gdyż twierdził, że nic ich nie łączy, to tylko niewinne fotki, jakich w internecie jest pełno.

Wczoraj przejęłam jej wiadomość na insta o kolejnym spotkaniu. Co robić?
Powiedzieć mu, czy pojechać na spotkanie, zaskoczyć ich?
Dzisiaj rano zadzwonił, że jutro musi zostać dłużej na wyjeździe, a jak nie uda im się skończyć projektu, to zostanie przez weekend, żeby po wszystkim odpocząć. Iść na basen. Należy mu się.

Jak zrobiłam awanturę, powiedział, że jestem chorobliwie zazdrosna i nie wie, czy nasz ślub jest dobrym pomysłem. Dobra narzeczona powinna mu ufać. Jak żyć bez zaufania?
Ja się pytam, jak ja mam żyć bez zaufania do niego?
Dlaczego nie odrzucił jej napastliwych fotek i wiadomości?
Mam o niego walczyć?
Najlepiej powiedz, co zrobiłabyś na moim miejscu?

***

Kiedyś rycerz walczył o serce białogłowy. Śpiewał serenady pod jej oknem. Teraz kobiety
walczą o facetów, którzy przestali się nimi interesować.
Co się porobiło z tym światem ?

Jeżeli facet nie chce być z kobietą, bo wybrał inną, albo chce mieć dwie, to samo przez się trzeba zrozumieć, że żadnej z nich nie kocha.
Po co kobiecie mąż, który będzie dowartościowywał jej koleżanki, poniżając ją, oszukując, poświęcając czas innym?
Dlaczego kobieta miałaby walczyć o kłamcę i zdrajcę? Jak to wróży jej małżeństwu?
Chyba lepiej odpuścić, póki nie został podpisany cyrograf, nie ma w drodze dziecka i nie wplątało się w jakieś wspólne mieszkanie z kredytem na kilkadziesiąt lat.

Mężczyzna, który kocha kobietę, nie brnie w potajemne spotkania z innymi kobietami. Nie mówi, że seks z inną to nic poważnego. Jest zainteresowany jedną jedyną, z którą chce spędzić resztę życia.

O co Katarzyna chce walczyć?
Jeżeli kobieta nie będzie szanowała siebie, mężczyzna też nie będzie jej szanował.
Jeżeli ona będzie o niego walczyła, on przestanie się starać. Może nawet będzie się
dobrze bawił, patrząc, jak obie kobiety konkurują ze sobą, o jego względy.

Co zrobiłabym na Twoim miejscu?
Oddałabym pierścionek.
Zrobiłabym to od razu po jego oświadczeniu, że z tamtą to tylko seks„.
Jeżeli facet przed ślubem spotyka się z innymi, jeżeli uważa, że gołe tyłki innych kobiet w jego telefonie są czymś całkiem naturalnym, niech zajmie się tymi innymi. Związek z takim facetem nie wróży kobiecie szczęścia.
Wolałabym być sama niż z kimś takim jak Twój narzeczony.

(Co nieco zmieniłam, żeby skrócić tekst. Wybacz.)

TWOJE ŻYCIE W TWOICH RĘKACH

Człowiek zrobi o wiele więcej dla uniknięcia cierpienia niż dla
zyskania przyjemności”.
..
Znajoma ma niedobrego męża. Wyśmiewa się z niej, popija zbyt często, poniża przy rodzinie, znajomych, obraża ją, w jej obecności flirtuje z koleżankami z pracy.
Był czas, że nie dawał jej pieniędzy, gdy nie zgodziła się na seks.
Od kilku lat znajoma pracuje, nieźle zarabia, chce być szczęśliwa, ale..
no właśnie.. ale .. boi się od niego odejść, bo co powie rodzina? Jak poradzi sobie sama? Trzeba wynająć mieszkanie, urządzić je. Kto jej pomoże? Będzie sama w tym wieku, czy ktoś ją jeszcze zechce?

Wie, że bez niego byłaby wolna, mogłaby zająć się sobą, zadbać o siebie. Mogłaby żyć,
tak, jak zawsze chciała, jak sobie wymarzyła, ale nie będzie ryzykowała.
Męczy się więc z mężem, uważa na słowa, na każdy krok, żeby nie urazić go, żeby
był zadowolony, bo wtedy się jej nie czepia, nawet bywa znośny, miły.

Tak się pociesza, żeby nie zwariować. Problem w tym, że boi się zaryzykować.
Od pięciu lat nosi się z zamiarem rozwodu. Gdyby zrobiła to od razu, już mogłaby normalnie żyć. Mogłaby być szczęśliwa. Strach przed samotnością i przed niewiadomym sprawia, że jest jak sparaliżowana i raczej pozwoli siebie krzywdzić przez kolejne lata, niż
zrobi krok do wolności.

Chce uniknąć niepewności. Woli pewność szarego i smutnego życia, niż zaryzykować, żeby
potem żyć szczęśliwie.

Więcej wysiłku wkłada w utrzymanie bylejakości tego małżeństwa
niż we własne szczęście.

Z jednej strony rozumiem ją, początki nowego bywają trudne. Z drugiej, dziwię się, bo
ile można wytrzymać, egzystując na granicy wzorowej z przymusu żony i niewolnictwa.
Tak, niewolnictwa, bo jeżeli kobieta musi robić wszystko, żeby zadowolić męża, nawet kosztem własnego szczęścia, kosztem siebie…słowo niewolnica jest jak najbardziej na miejscu.
Twierdzi, że w ten sposób unika złych spojrzeń, obgadywania krytykowania przez rodzinę
i niepewności, bo…co się z nią stanie, gdy będzie sama? Jak miałaby dalej żyć?

Kiedyś się rozwiodłam. Wahałam się kilka lat, bo przeprowadzka, sądy, samotne wychowywanie dzieci itp. Teraz gdy spoglądam wstecz, myślę, że mogłam rozwieść się dużo wcześniej. Trwanie przy toksycznych współmałżonkach jest naszym własnym wyborem.
Często jesteśmy tak przyzwyczajone do nieudanego życia, do nieodpowiednich ludzi, że nie widzimy zła, jakie to przyzwyczajenie ze sobą niesie. Nie zauważamy, jak to nas powoli niszczy od środka.
A wystarczy zaryzykować, żeby okazało się, że nasze strachy są tylko naszą wyobraźnią,
lękiem przed nieznanym, chociaż często to nieznane jest o wiele lepsze od znanego, do którego jesteśmy przyzwyczajone, bo przecież przez owo znane cierpimy.

Znajoma ma ciche pretensje do męża, praktycznie o wszystko. Żyje z przekonaniem, że jest wciąż krzywdzona, a nie widzi, że jest dorosłą osobą, która powinna być odpowiedzialna za własne życie. Jeżeli nadal z nim jest, może mieć pretensję tylko do siebie, bo życie z psychicznym tyranem jest jej wyborem.

Można przyzwyczaić się do roli ofiary, cierpiętnicy, ale czy nie lepiej zadbać o własne szczęście?

POMYŚL, zanim zrobisz fałszywy krok.

Jola pochodziła z rozbitej rodziny. Matka nie radziła sobie
z czwórką dzieci, mąż matki, co jakiś czas lądował w więzieniu.
Dopiero w wieku szesnastu lat dowiedziała się, że jej biologicznym ojcem
był budowlaniec, który remontował mieszkanie, gdy ojczym siedział
w więzieniu.
Często wracała do domu odurzona zbyt dużą ilością taniego wina. Matka
za każdym razem wybijała jej pijaństwo z głowy, kablem od żelazka.
To oczywiście nie pomagało, ponieważ dziewczyna była zagubiona, brakowało jej miłości.

Wraz z otrzymaniem dokumentu dojrzałości zatrudniła się w pewnym hotelu, jako
prostytutka. Nie trwało to długo, bo uciekła, gdy jeden z klientów pobił ją, uznając, że
wolno mu się w ten sposób wyżyć płacąc podwójną stawkę.

Gdy sińce i krwiaki zniknęły z jej ciała, postanowiła zatrudnić się
w jednej z państwowych firm. Wynajęła pokój u starszej kobiety.
Zachowywała się jak większość młodych kobiet w tamtych czasach.
Po pracy obiad w barze mlecznym, wieczorem kawiarnia, spacery po mieście,
a w soboty dyskoteka. Tam poznała Mariusza, dobrze sytuowanego człowieka,
starszego o dziesięć lat. Miał własne mieszkanie, samochód i dosyć pokaźne konto,
co wtedy nie było tak częste, jak dzisiaj.
Pobrali się po roku znajomości. Urodziła im się zdrowa, piękna córeczka.
Po dwóch latach następna córka. Byli szczęśliwym małżeństwem.

Kiedyś, gdy jedli obiad w restauracji, zauważył ją dawny klient.
Gdy mąż wyszedł na papierosa, mężczyzna poprosił Jolę o spotkanie. Nie zgodziła się.
Człowiek wyznaczył dzień i godzinę. Nie spotkała się z nim. Po kilku dniach
Mariusz wrócił z pracy wściekły, patrzył na nią, jakby chciał ją zabić.
Zapytał, czy prawdą jest, że była prostytutką. Przytaknęła.
Bała się odezwać, nie wiedziała, jak się zachować, żeby uspokoić męża.
Zdemolował sypialnię, wyszedł z domu, zniknął na dwa dni.
Wrócił, spakował  dziewczynki, stwierdził, że jedzie do swojej matki
na tydzień, a gdy wróci, ona ma zniknąć z jego mieszkania i życia.

Próbowała wytłumaczyć mu, że dawno z tą profesją skończyła, że kilka lat
byli szczęśliwi, że nigdy go nie zdradziła. Prosiła, żeby dał jej szansę.
Zaprowadził dziewczynki do samochodu, potem wrócił, wyzwał ją od kur.w, pobił do nieprzytomności,
trzasnął za sobą drzwiami.
Nie odeszła. Skończyła u psychiatry, leczyła się kilka lat.
Gotowała, sprzątała, zajmowała się dziewczynkami. Mąż nie rozwiódł się z nią, ale
od tamtej pory odzywał się tylko służbowo”. Każdego tygodnia zostawiał
na stole pewną kwotę na jedzenie. Gdy udało się coś zaoszczędzić, kupowała najtańsze ubrania
i buty dla siebie. Nigdy go już o nic nie poprosiła. Spała na materacu obok małżeńskiego
łóżka. Gdy dziewczynki dorosły, ojciec wyjechał z nimi do swojej matki. Została sama. Kiedyś była piękną, długowłosą, naturalną blondynką, został z niej tylko cień tamtej kobiety.
Drogo zapłaciła za nieudane dzieciństwo i głupotę młodości.

***

Wracałam z Sopotu drogą między lasami. Przy drodze stało sporo młodych kobiet, oferujących seks każdemu chętnemu. W internecie swoje ogłoszenia dają studentki, które w ten sposób dorabiają sobie, aby kupić lepsze ciuszki i kosmetyki.

Zastanawiam się, czy któraś z nich pomyślała, jak takie sprzedawanie ciała może wpłynąć na ich przyszłe życie ? Jak zniosą strach przed ujawnieniem tajemnicy?
Nie wiadomo, co przyniesie życie. Teraz raczej nie zastanawiają się nad późniejszymi konsekwencjami swoich niefortunnych wyborów.

Brak szacunku do siebie, do własnego ciała zwykle nie kończy się happy endem.

OBSŁUGIWACZKA

JESTEŚMY NA WCZASACH,
w tych góralskich lasach…

Nie, nie w górach, ale nad morzem.
Sopot, piękne miasto nadmorskie. Turyści
zjeżdżają ze wszystkich stron świata.

Lubię obserwować ludzi, ich reakcje, przyzwyczajenia, ogólnie zachowanie.

W RESTAURACJI na śniadaniu.

Wchodzi piękna kobieta, z trochę gburowatym facetem. Oboje koło czterdziestki. On od razu rozsiada się w miękkim fotelu. Ona bierze talerz, nakłada wędliny, bułki. Co chwilę pyta
swojego pana i władcę, co jeszcze chce, ile czego. On pyta, czy tłuste, czy
ładnie wygląda, czy nie ma przerostów. Nie rusza się z miejsca, nie sprawdza,
co może mu odpowiadać tylko kręci głową.
Wreszcie ona kładzie wszystko przed swoim partnerem (o ile tak można powiedzieć).
Zaczyna nakładać jajecznicę na swój talerzyk. W tym momencie facet pyta : a kawa, gdzie:!?
Kobieta zostawia wszystko, bierze kubek, nalewa kawy, bez słowa kładzie przed nim parujący płyn.
Noo – odburknął.

Zaczął konsumować.
Dopiero wtedy pani zniewolona mogła zadbać o siebie.

Zjadła niewiele.
On życzył sobie dokładkę, więc jeszcze raz obsłużyła naburmuszeńca.

Rozumiem, że gdy kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna pracuje, wtedy
wraca z pracy, siada za stołem, kobieta podaje mu obiad. Według mnie to całkiem naturalne. Natomiast, jeżeli oboje pracują, pracą w domu powinni się podzielić.
Tu nie ma mowy o wymaganiu obsługiwania, chyba że obsługują się nawzajem.
Śniadania może robić ta osoba, która wcześniej wstaje.
Na wczasach każdy sam powinien się obsłużyć. Wystarczy nałożyć na talerzyk i po
krzyku. Niektórzy jednak nie potrafią.

Druga para.

Pan i Pani mówiący po niemiecku.
Oboje koło siedemdziesiątki.
Zachowanie bardzo podobne.
On od razu klapnął na krześle. Ona wzięła talerzyk, nałożyła bułkę, masło
kiełbaski. Położyła przed nim. Natychmiast zaczął jeść.
Starsza pani nalewała kawę z automatu, coś się zepsuło. Jej mąż powiedział coś w rodzaju: ty zawsze musisz coś zepsuć,
ale nie przerywał sobie śniadania.
(on niczego nie zepsuje, bo nic nie robi)

Kobieta usiadła naprzeciwko męża. Spojrzał na jej talerz.
– Dlaczego nie powiedziałaś, że są pomidory i pieczarki? Co jeszcze jest?
– Nie pytałeś o pomidory, nałożyć Ci? Ile plasterków?
Siedzą, jedzą, rozmawiają.
– Ładnie tu, jedzenie dobre, czysto.
– Polki są ładne. Dlaczego ty nie nosisz długich włosów?
– Cicho!-syknęła kobieta.
– Nie bój się, oni znają tylko angielski. Przy obsłudze lepiej uważać. W restauracjach muszą znać kilka języków. Jakby rozumiała, patrzyłaby na nas.
(siedzieli w takim miejscu, że musiałam ich widzieć.
Uwagi pod moim adresem pominę).
– Jedzenie ci smakuje?- starsza pani zmieniła temat.
Sehr gut, besser als bei uns-odpowiedział pewnym głosem.
– Nie, nie lepsze od naszego, ale jak na Polaków to dobre-odrzekła.
Ajjjj!- krzyknął pan, odsuwając kawę od ust.
– Co, gorące? Nie przesadzaj, można pić.
– Gorące!
Pomyślałam, że facet spodziewa się dmuchania w kubeczek. Przeszło mi przez głowę, że jeszcze mu podmucha i nie pomyliłam się.
Kobieta zaczęła dmuchać.
Zapewne niewiele pomogło albo wcale, ale po chwili facet zaczął pić i już nie parzyło :) :)

Starszy gość szybko zjadł, potem poganiał swoją żonę. Miał pretensję, że zawsze musi na nią czekać.

To nieprawdopodobne, że osobnik płci męskiej nie potrafi sam nałożyć kilku rzeczy na talerz. Zaczyna jeść pierwszy, potem ma czelność mieć pretensje do osoby, która  później usiadła do stołu, bo musiała koło niego skakać.

Matki źle wychowują swoich synów. Obsługują ich od urodzenia, aż do żeniaczki. Potem opiekę przejmuje żona. Chyba że syneczek zostaje z mamusią, bo żadna inna nie ma ochoty niańczyć dorosłego lenia i nieudacznika.
Nie lubię tak mówić o ludziach, ale nie wiem, jak inaczej mogłabym określić takiego osobnika. Może inwalida życiowy? Chociaż, inwalidztwo to choroba, a lenistwo jest raczej cechą charakteru.

Zastanawiam się, czy tym ludziom jest dobrze, czy tylko w ten sposób funkcjonują, bo kobiety boją się stracić partnera, a mężczyźni  wykorzystują swoją przewagę.
Własna, osobista służąca i opiekunka?

Nie, żebym się czepiała, ale nie chciałabym być na miejscu tych kobiet.
O ile mogłabym zrozumieć zachowanie starszej pary, bo jednak kiedyś rodzina egzystowała w inny sposób, więc jak było na początku, tak zostało do końca, ale młodsza para, bardzo mnie zaskoczyła.