OPAKOWANIE CZY ISTOTA?

On był taki miły, cały czas mówił mi komplementy,
wyciągnął mnie z nerwicy, zawsze przepraszał, gdy sprawił mi
przykrość i nagle zobaczyłam go z inną. Podeszłam do nich,
zapytałam, o co chodzi, dlaczego trzyma ją za rękę i wiesz, co mi odpowiedział? –
zapytała Patrycja w swoim liście do mnie.
Byłam ciekawa, więc odpisałam od razu.
Po kilku listach okazało się, że Patrycja spotykała się z typowym manipulatorem.
Na wiele rzeczy/ zachowań Stefana nie zwracała uwagi, tak była oczarowana
jego wyglądem, a komplementy przysłaniały jej jasność patrzenia. Poza tym nic nie było na tyle ważne, żeby zaczęła się wgłębiać w to, co mówi o innych, jak traktuje innych.
Co powiedział jej Stefan, gdy przyłapała go z inną?
– Spier..aj dziwko !!!
Była tak zaskoczona, że usiadła na ławeczce obok sklepu, przy którym ich spotkała. Płakała prawie dwie godziny.
Pomyślałam, że po tak paskudnym potraktowaniu jej, facet więcej się nie odezwie, ale..i tu mnie zaskoczył, bo zadzwonił do niej, zaproponował spotkanie. Zgodziła się, myśląc, że będzie ją przepraszał, jak zwykle.
Nie, nie przeprosił jej. Gdy tylko powiedziała, że płakała przez niego, że zabolało ją jego zachowanie, od razu zmarszczył brwi, powiedział, że to jej wina, bo szpieguje go, bo zaczepia i obraża, gdy on spotyka się z przyjaciółką. Dodał, że jeżeli chce się z nim spotykać, musi być mądrzejsza, nie traktować go, jak niewolnika. Weszła mu w słowo, przypomniała, że mówili o zaręczynach, że mieli iść wybrać pierścionek,
odpowiedział, że mąż ma prawo do przyjaciółki i żona nie powinna interesować się tym, co on robi na spotkaniu z… jedną czy drugą, a póki co małżeństwem nie są.
Zapytałam, jak zachowywał się, gdy spotykali się ze znajomymi. Twierdziła, że to nie ma nic do rzeczy i wtedy wiedziałam już, że wcześniej było coś nie tak. Facet inaczej zachowywał się, gdy byli we dwoje, a inaczej na spotkaniach
ze znajomymi, co zresztą zdarzało się bardzo rzadko, często przypadkowo. Przy znajomych nie pokazywał zaangażowania , był bardzo zachowawczy. Jego znajomi myśleli, że Patrycja jest jedną z jego licznych koleżanek od seks rozrywek. Wiedzieli, że wśród kobiet Stefan bryluje, jak ryba w wodzie, ale żadnej nie traktuje poważnie.
Tego dowiedziała się dopiero po kontakcie ze mną, gdy zaproponowałam, żeby zapytała jednego z jego kumpli, jaki on naprawdę jest.
Nie raz, gdy rozmawiał z kolegą przez telefon, w jej obecności, mówił o innych kobietach: szmaty, dziwki, zdziry, korniszony. Dla niej takie słowa powinny być sygnałem mówiącym, że koleś nie szanuje kobiet, że kiedyś i ona może być tak nazwana.
O dziwo, Patrycja dała mu jeszcze jedną szansę. Nie chciałam się wtrącać, bo każdy ma prawo wyboru, ale ostrzegłam, żeby nie liczyła na to, że on się zmieni.
Nie odezwała się do mnie przez kilka miesięcy. Niedawno napisała znowu, przeprosiła mnie.
Przyłapała Stefana na zdradzie, w jej mieszkaniu, na jej łóżku. Opiekowała się w tym czasie ciotką. Miała wrócić dwa dni później, bo jej auto było u mechanika, który
niespodziewanie zadzwonił, że wszystko gra, może je odebrać. Chciała zrobić Stefanowi niespodziankę. Mówił, że tęskni, że nie może się doczekać spotkania, że jest wyposzczony, więc ma się przygotować na dobry seks.
Gdy weszła, zaczął przeklinać, straszył, rzucił w nią  butem, kazał wrócić za godzinę, miał pretensje, że nie uprzedziła go, krzyczał, że to znowu jej wina. Wyszła, zadzwoniła po swojego brata, który razem z kolegą wyciągnął Stefana z mieszkania, kopnął w cztery litery, zabrał klucze.
Kochanka Stefana pokazała jej środkowy palec. Krzyczała, że jeszcze nie widziała takiej debilnej siostry, że niedługo będą rodziną. Pokazała jej pierścionek zaręczynowy.
Okazało się, że Stefan każdej kobiecie obiecywał zaręczyny, ślub, opowiadał o trójce dzieci, które będą piękne, bo i one wszystkie piękne. Zwyczajnie używał kobiet, nie licząc się z ich uczuciami. Wobec żadnej nie był uczciwy, nie miał poważnych zamiarów, zaliczał, wykorzystywał i obrażał.
Dlatego, dziewczyny zwracajcie uwagę na zachowanie swojego faceta, na jego słowa, na to, jak traktuje innych.
Jeżeli obraża kogoś, rzuca paskudnymi epitetami, Ciebie też będzie kiedyś obrażał. Jeżeli nie przedstawia Cię znajomym, to znaczy, że coś ukrywa. Jeżeli spotykasz go z inną, trzymającego ją za rękę, nie jesteś tą jedyną. Jeżeli nie ma dla Ciebie czasu, chociaż wiesz, że nie pracuje na okrągło i nie dorabia po godzinach, dopuść do siebie możliwość,
że woli swój czas dzielić z innymi, z inną.
Jeżeli wybaczasz zdrady, licz się z tym, że tak może być zawsze. Aparycja to tylko widoczna część każdego człowieka. Facet, który chce z Tobą być przez całe życie (przynajmniej tak mu się wydaje w danym momencie),
będzie poświęcał Ci wiele czasu, będzie czuły, wrażliwy na Twoje słowa, będzie robił wszystko, żebyś była szczęśliwa, będzie się Tobą chwalił, rozpieszczał, obdarowywał. Będziesz czuła, że jesteś najważniejszą osobą w jego życiu.
Będziesz się przy nim czuła bezpieczna, szczęśliwa, nie będziesz musiała pytać, co robi, jakie ma zamiary, bo będziesz wiedziała, że możesz mu ufać.
Zwracaj więcej uwagi na charakter niż na wygląd. Kobiety często zauroczone piękną twarzą, mięśniami i komplementami, zupełnie zapominają, że to tylko opakowanie, pod którym kryje się prawdziwa istota.

Opakowanie nikogo nie uszczęśliwi. To tylko powłoka, pod którą coś się kryje i to „coś” jest najważniejsze.

ZADAJ SOBIE PYTANIE, CO JEST DLA CIEBIE WAŻNIEJSZE, ISTOTA, CZY OPAKOWANIE?

wobjęciach

NIE JESTEŚ ZA STARA..

Często zdaje nam się, że przekraczając pięćdziesiątkę, jesteśmy starcami, albo przynajmniej osobami, które są już bliżej wniebowzięcia niż dalej.

Moja mama, od dwudziestu lat powtarza, że jest w wieku poborowym. Takie podejście do życia sprawia, że niewiele się już chce, bo cóż może człowiek w takim wieku? Jedni mówią, że wiele rzeczy nie wypada robić, bo utarło się, że starsi ludzie powinni zapomnieć o ciele, a skupić się na modlitwie. Znam starsze panie, które przechodząc na emeryturę, zaczęły każdego dnia chodzić do kościoła. To oczywiście nic złego, ale te osoby zrezygnowały z wcześniejszego życia. Kościół, różaniec, narzekające koleżanki, również emerytki, seriale telewizyjne i jedzenie, bo cóż im w życiu pozostało?
Otóż to. Tacy ludzie nie doceniają siebie ani swoich możliwości. Inni, którzy mają ciekawe zainteresowania, którzy mimo podobnego wieku nie uważają się za starych, wręcz przeciwnie, chodzą po górach, jeżdżą na rowerach, dużo czytają, zapisują się na kursy językowe, kursy tańca itp. korzystają z przywilejów życia i doceniają czas spędzony na emeryturze. Według niektórych badań tacy ludzie są zdrowsi, mają niższe ciśnienie krwi, mają pozytywniejszych przyjaciół, cieszą się życiem.
Oglądałam program na Discovery, w którym badano wielu ludzi z ciąż bliźniaczych. Jedni pracowali w stresie, dużo jedli, często produkty wysoko przetworzone, mieli nadwagę, byli podrażnieni i sfrustrowani. Drudzy mieszkali na wsiach lub w małych miasteczkach, blisko natury, dużo się ruszali, zdrowo odżywiali, nie palili, nie nadużywali napojów wyskokowych. Po dokładnych badaniach okazało się, że ci drudzy byli biologicznie młodsi, nawet o kilkanaście lat. Warto więc zadbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Dążę jednak do czego innego.
Wiek nie powinien stać na przeszkodzie zdrowemu stylowi życia, spełnianiu marzeń i celów życiowych. To, że mam 50, czy 80 lat nie znaczy, że nie mogę marzyć i dążyć do ich spełniania.
Starszy człowiek może jeszcze wiele zdziałać.
W jednej z Książek M.R. Kopmeyera przeczytałam, że ..
– Toscanini dyrygował, mając 85 lat.
– Edison zajmował się wynalazczością jeszcze w wieku 84 lat.
– Benjamin Franklin współtworzył konstytucję USA, mając 80 lat.
– Holmes podejmował decyzje w Sądzie najwyższym jeszcze w wieku 90 lat.
– Andrew Mellon był uznawany za czołowego finansistę w wieku 82 lat.
– Kant tworzył niektóre ze swych dzieł filozoficznych już po osiemdziesiątce.
– Monet malował wspaniałe obrazy mając 86 lat.
– Goethe napisał drugą część Fausta w wieku 80 lat.
Budujące, prawda?
Myślę, że takich przykładów jest o wiele więcej.
Pora więc Drogie Panie i Panowie zabrać się za tworzenie i spełnianie marzeń.
Mój znajomy często powtarza, że w naszym wieku już się nie marzy, ale spełnia marzenia. Cóż, żeby spełniać marzenia, trzeba najpierw wiedzieć, czego się chce.
Spotykam się z ludźmi nieszczęśliwymi, którzy nawet nie wiedzą, co mogłoby ich uszczęśliwić. Może dlatego nadal są nieszczęśliwi? Pomyślcie o tym Drodzy Seniorzy :)
Uśmiechnęłam się na myśl o tym, że można mnie nazwać seniorką :))
Powodzenia :)

Nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno by zacząć marzyć i działać. Teraz jest odpowiednia chwila.
rzepakpole

MIŁOŚĆ I INNE WYDARZENIA

Masz zaledwie 26 lat, kochasz ją, zdaje Ci się, że chcesz być z nią do końca życia. Pobieracie się, rodzą wam się dzieci. Spędzacie kilka pięknych lat, potem jakby skończyła się kolorowa nić. Przędziecie szarościami. Zastanawiasz się, co się stało, co się zmieniło, że wszystko, co wydawało się szczęściem, ulotniło się, jak bańka mydlana. W końcu przyzwyczajasz się do myśli, że życie właśnie takie jest: szare, powtarzalne, mdłe, czasem przykre aż do bólu. I gdy już niczego się nie spodziewasz, poza starością, chorobami i nieuchronnym końcem tego wszystkiego, nagle spada na Ciebie, jak grom z jasnego nieba – MIŁOŚĆ.

Na początku nie dowierzasz, zastanawiasz się, czy masz do czynienia z kolejną mistyfikacją, kolejnym zauroczeniem, kolejnym początkiem czegoś, co skończy się samotnością w sercu.

Czujesz, że znowu chce Ci się żyć, rano wstajesz z uśmiechem na twarzy. Nie, to nie może być to samo, co wcześniej, to coś o wiele piękniejszego, dojrzalszego. Masz wątpliwości, ale nie poddajesz się. Myślisz, że być może sięgasz właśnie po prawdziwe szczęście. Nie możesz zrezygnować, nie możesz się tego wyrzec.
Masz żonę, dzieci, poukładane życie, jak ubrania w szufladach, ale czujesz, że Twój duch ożywa dopiero przy tej jednej, jedynej osobie.

Żonie przysięgałeś wierność, miłość, że jej nie opuścisz…
Zastanawiasz się, czy można przysięgać Miłość? Czy można zapanować na takim uczuciem?
Czy to jest do końca uczciwe wymagać od kogoś tak ogromnego uczucia?

Próbujesz się usprawiedliwiać, zagłuszać sumienie, bo przysięgałeś. Ta przysięga mąci Ci umysł, zagłusza spokój. Postanawiasz zostać. Twoje szczęście spada na łeb, na szyję, ale przysięgałeś i ta przysięga stanęła na drodze do czegoś wyjątkowego. Nie chcesz nikogo krzywdzić. Nie chcesz, by ktoś przez Ciebie płakał, ale już za późno. Poświeciłeś szczęście dla rodziny. Jesteś nieszczęśliwy, ale dzieci mają ojca, żona ma męża.

Tylko Ci się zdaje, że uspokoiłeś sumienie.
Komuś powiedziałeś, że kochasz, dałeś nadzieję, z kimś przez chwilę dzieliłeś szczęście.
Nie zostawiłeś żony ani dzieci, zostawiłeś siebie, zostawiłeś osobę, którą kochasz.
Ty rozpaczasz, Twoja ukochana płacze, ale twierdzisz, że uspokoiłeś sumienie.
Serce Ci krwawi, ale sumienie masz czyste. Tak myślisz, prawda?
Próbujesz zabić Miłość, a jej nie da się zabić. Jeżeli umiesz szybko godzić się z porażką, może uda Ci się ją zagłuszyć, może uda Ci się oszukać samego siebie, ale co zrobisz z resztą swojego życia? Będziesz udawał, że nic się nie stało?
Do kogo będziesz miał o to pretensje?

Pytasz, co zrobić w takiej sytuacji?
Nie wiem.
Za wszystko, co zrobisz, będziesz musiał zapłacić.

Jeżeli zostaniesz, będziesz miał pretensje do siebie, do żony, bo dla niej zostałeś. Będziesz cierpiał i raczej nikogo nie uszczęśliwisz. Jeżeli odejdziesz, będziesz miał wyrzuty sumienia, bo innej przysięgałeś dozgonną miłość.
Będziesz się zastanawiał, jak czuje się Twoja żona, jak odbierają to dzieci, czy wybaczą Ci kiedyś to, że przez część ich życia ojciec był dostępny tylko od czasu do czasu. Z tej góry nie ma łatwego zejścia. Będzie bolało.

Chciałabym powiedzieć, że lepiej byłoby, gdybyś nie zaczynał, gdybyś uciekł w momencie, gdy czułeś, że coś się zaczyna, że coś pięknego się rodzi, ale nie mogę. To nie byłoby do końca uczciwe.
Zostałbyś, udawałbyś, że nic się nie stało, ale jeżeli zdradziłeś, prawdopodobnie nie kochasz żony. Kochający mąż nie zdradza. To też znaczy, że coś w waszym wspólnym życiu skończyło się bezpowrotnie. Można próbować łatać, naprawiać… Wszystko można..

Z drugiej strony, biorąc pod uwagę moje doświadczenia, zdaje mi się, że w pewnym momencie Niebo chce nam pokazać, że jest coś piękniejszego, coś tak cudownego, co usprawiedliwia wszystkie błędy, co jest ponad wszystkim, co sprawia, że nie myślimy w kategoriach DOBRE i ZŁE. Coś, co pojawia się, gdy jesteśmy dojrzali, gdy myślimy i czujemy innymi kategoriami niż w czasach gdy mieliśmy po 20 lat. Tym czymś jest Miłość. Uczucie, które pozwala żyć tu i teraz, uczucie, które zmiękcza serca, burzy mury, które sprawia, że zaczyna się nowy rozdział w Twoim życiu. Gdy dotyka Cię Miłość, czujesz, że życie ma sens, że wstąpiły w Ciebie nowe siły. Jesteś szczęśliwy i chcesz uszczęśliwiać. Na Twojej twarzy maluje się promienna radość. Chcesz, by wszyscy doświadczyli Miłości. Dziwisz się, że wcześniej nie wiedziałeś, czym ona jest, jaka jest. Żyjesz jak w bajce, jak w nierealnym świecie, bo wydaje Ci się, że nagle świat się zmienił, że ludzie się zmienili, że Ty się zmieniłeś. Pojawiają się problemy, ale coś w Tobie sprawia, że rozwiązujesz je z większym spokojem niż do tej pory, są tylko małymi przeszkodami, które łatwo przeskakujesz.

Nie namawiam Cię do odejścia od rodziny. Nie mogłabym.
Rodzina jest bardzo ważna.
Nie zawsze Miłość do kogoś kończy się happy endem. Deklaracje tej drugiej
osoby nie muszą być szczere, powodowane miłością. Każdy ma też inaczej wyszkolone(wytresowane) sumienie, które potrafi usprawiedliwić, ale potrafi też zabić.

Decyzja zawsze należy do Ciebie, bez względu na to, co poradzą Ci inni, to Ty poniesiesz konsekwencje swoich wyborów. Słuchaj serca i rozumu. Bądź uczciwy wobec siebie. 

(dla SR123)

TWOJE ŻYCIE W TWOICH RĘKACH

Człowiek zrobi o wiele więcej dla uniknięcia cierpienia niż dla
zyskania przyjemności”.
..
Znajoma ma niedobrego męża. Wyśmiewa się z niej, popija zbyt często, poniża przy rodzinie, znajomych, obraża ją, w jej obecności flirtuje z koleżankami z pracy.
Był czas, że nie dawał jej pieniędzy, gdy nie zgodziła się na seks.
Od kilku lat znajoma pracuje, nieźle zarabia, chce być szczęśliwa, ale..
no właśnie.. ale .. boi się od niego odejść, bo co powie rodzina? Jak poradzi sobie sama? Trzeba wynająć mieszkanie, urządzić je. Kto jej pomoże? Będzie sama w tym wieku, czy ktoś ją jeszcze zechce?

Wie, że bez niego byłaby wolna, mogłaby zająć się sobą, zadbać o siebie. Mogłaby żyć,
tak, jak zawsze chciała, jak sobie wymarzyła, ale nie będzie ryzykowała.
Męczy się więc z mężem, uważa na słowa, na każdy krok, żeby nie urazić go, żeby
był zadowolony, bo wtedy się jej nie czepia, nawet bywa znośny, miły.

Tak się pociesza, żeby nie zwariować. Problem w tym, że boi się zaryzykować.
Od pięciu lat nosi się z zamiarem rozwodu. Gdyby zrobiła to od razu, już mogłaby normalnie żyć. Mogłaby być szczęśliwa. Strach przed samotnością i przed niewiadomym sprawia, że jest jak sparaliżowana i raczej pozwoli siebie krzywdzić przez kolejne lata, niż
zrobi krok do wolności.

Chce uniknąć niepewności. Woli pewność szarego i smutnego życia, niż zaryzykować, żeby
potem żyć szczęśliwie.

Więcej wysiłku wkłada w utrzymanie bylejakości tego małżeństwa
niż we własne szczęście.

Z jednej strony rozumiem ją, początki nowego bywają trudne. Z drugiej, dziwię się, bo
ile można wytrzymać, egzystując na granicy wzorowej z przymusu żony i niewolnictwa.
Tak, niewolnictwa, bo jeżeli kobieta musi robić wszystko, żeby zadowolić męża, nawet kosztem własnego szczęścia, kosztem siebie…słowo niewolnica jest jak najbardziej na miejscu.
Twierdzi, że w ten sposób unika złych spojrzeń, obgadywania krytykowania przez rodzinę
i niepewności, bo…co się z nią stanie, gdy będzie sama? Jak miałaby dalej żyć?

Kiedyś się rozwiodłam. Wahałam się kilka lat, bo przeprowadzka, sądy, samotne wychowywanie dzieci itp. Teraz gdy spoglądam wstecz, myślę, że mogłam rozwieść się dużo wcześniej. Trwanie przy toksycznych współmałżonkach jest naszym własnym wyborem.
Często jesteśmy tak przyzwyczajone do nieudanego życia, do nieodpowiednich ludzi, że nie widzimy zła, jakie to przyzwyczajenie ze sobą niesie. Nie zauważamy, jak to nas powoli niszczy od środka.
A wystarczy zaryzykować, żeby okazało się, że nasze strachy są tylko naszą wyobraźnią,
lękiem przed nieznanym, chociaż często to nieznane jest o wiele lepsze od znanego, do którego jesteśmy przyzwyczajone, bo przecież przez owo znane cierpimy.

Znajoma ma ciche pretensje do męża, praktycznie o wszystko. Żyje z przekonaniem, że jest wciąż krzywdzona, a nie widzi, że jest dorosłą osobą, która powinna być odpowiedzialna za własne życie. Jeżeli nadal z nim jest, może mieć pretensję tylko do siebie, bo życie z psychicznym tyranem jest jej wyborem.

Można przyzwyczaić się do roli ofiary, cierpiętnicy, ale czy nie lepiej zadbać o własne szczęście?